Alejandro González Inárritu znów jest oscarowym faworytem. Rok po triumfie "Birdmana", "Zjawa" zgarnia 12 nominacji, w tym dla Leonarda DiCaprio, który prawdopodobnie tym razem statuetkę dostanie, choć prawdę mówiąc, akurat w tym roku na nią nie zasłużył. Oczywiście poniżej pewnego poziomu ten aktor nie zwykł schodzić, rola Hugh Glassa, trapera szukającego zemsty na mordercy syna, jest ofiarna, fizyczna, ale mimo wszystko daleka od tego, co pokazał choćby w "Wilku z Wall Street" czy "Django".

– DiCaprio daje niedźwiedziowi poszarpać swojego kaskadera, żeby dostać nagrodę za główną rolę męską – napisał Bartek Chaciński i trudno o lepsze – nawet jeśli bardzo uproszczone – podsumowanie tego występu. Trudniejszą rolę ma Tom Hardy (także walczący o nagrodę Akademii), jego John Fitzgerald, zły do szpiku kości, jest znacznie bardziej zniuansowaną i ciekawszą postacią.

Jeśli jednak kogoś wzrusza los Leonarda DiCaprio, który zbiera nominacje do Oscarów, ale nie dostaje statuetek, niech pomyśli o losie Rogera Deakinsa. Wybitny brytyjski operator dostał za zdjęcia do "Sicario" 13. w ciągu 21 lat nominację, ale nigdy nie zdobył Oscara. W tym roku prawdopodobnie znów go straci na rzecz fenomenalnych zdjęć Emmanuela Lubezkiego do "Zjawy", powstających zresztą, jak cały film, w piekielnie trudnych warunkach. Inárritu obmyślił sobie bowiem, że obraz zostanie zrealizowany wyłącznie w naturalnym oświetleniu, Lubezki zaś ten plan zrealizował perfekcyjnie. Jego kamera uchwyciła nieokiełznane piękno natury, podkreśliła zwierzęce emocje bohaterów filmu, na zbliżeniach wychwytując najdrobniejsze zmiany w mimice aktorów.

"Zjawa" w ogóle jest imponującym popisem technicznej maestrii, precyzyjnie zaplanowanym, zrealizowanym z niezwykłą dbałością o szczegóły, ale osobliwie wypranym z emocji, chłodnym i zdystansowanym. Alejandro González Inárritu przerabia sprawdzone filmowe motywy, osiągając efekt przypominający wspólne dzieło Sama Peckinpaha i Terrence'a Malicka zrealizowane pod nadzorem Wernera Herzoga. Skrajny naturalizm – uwaga, także w pokazywaniu przemocy – łączy ze skłonnością do nadmiernego stosowania lekko tandetnej symboliki. Jego film jest tyle opowieścią o zemście, ile filozoficznym traktatem, swego rodzaju polemiką z Rousseau'owską koncepcją "szlachetnego dzikusa", w swoim czasie dość nieudolnie zaanektowaną przez westernową mitologię. U Inárritu dzicy są Glass i Fitzgerald, dzicy są polujący na nich Indianie, dzika i bezlitosna jest przyroda: o moralności i szlachetności nie ma tu mowy, są tylko wściekłość, frustracja i rozpaczliwa walka o życie, znaczona kolejnymi plamami krwi na śniegu.

Zjawa | USA 2015 | reżyseria: Alejandro González Inárritu | dystrybucja: Imperial-Cinepix | czas: 157 min