"O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu" zapowiada się jako intrygujący spacer szlakiem różnorodnych estetyk i gatunków. Niestety, podróż ta kończy się w ślepej uliczce, a koncept zakładający połączenie spaghetti westernu z wampirycznym romansem sprawia wrażenie wysilonego. Przyczynę artystycznej klęski stanowią być może nadmierne ambicje reżyserki. Ana Lily Amirpour chciałaby być jednocześnie stylowa niczym Frank Miller i wnikliwa jak Jafar Panahi. Ostatecznie okazuje się zdolna wyłącznie do zrealizowania efekciarskiej pocztówki z miasta grzechu.

Urodzonej w Iranie, lecz zamieszkałej w USA twórczyni nie sposób odmówić wizualnej wrażliwości. "O dziewczynie..." stanowi zbiór hipnotyzujących czarno–białych kadrów ilustrowanych muzyką rodem z hipsterskiego klubu. Kłopot w tym, że Amirpour potrafi zaoferować widzom niewiele więcej. Towarzysząca filmowej rzeczywistości otoczka zepsucia, bezprawia i napędzanych narkotykami imprez kłóci się z romantycznym infantylizmem wątku miłosnego. Nieoczekiwane uczucie, które zaczyna łączyć seksowną wampirzycę i wrażliwego śmiertelnika ma w sobie posmak egzaltacji godnej sagi "Zmierzch".

Równie duże wątpliwości wzbudza kreowana przez Amirpour wizja świata. "O dziewczynie..." da się odczytać jako kino zemsty, w którym tytułowa bohaterka wymierza sprawiedliwość lokalnym konserwatystom. Używanie języka popkultury do diagnozowania bolączek społeczeństwa wychodzi jednak reżyserce znacznie gorzej niż choćby Marjane Satrapi. U Amirpour próżno szukać charakteryzującego pamiętne "Persepolis" połączenia autobiograficznej szczerości z ironicznym dystansem do świata.

Uwodzenie widza, które przychodziło Satrapi w sposób niezwykle naturalny, dla Amirpour staje się częścią precyzyjnie zaplanowanej strategii. Pozornie innowacyjny film w rzeczywistości powiela także wszystkie najważniejsze klisze kina wampirycznego. Ana Lily Amirpour bezwstydnie sięga choćby po dobrze już znane, choć ciągle efektowne metafory łączące pragnienie spożywania krwi z seksualnym pożądaniem i narkotykowym głodem. Tego rodzaju działania rodzą podejrzenie, że mamy do czynienia z filmem niebezpiecznie wykalkulowanym, zrealizowanym na chłodno i obliczonym na uzyskanie statusu kultowego. W związku z tym warto uodpornić się na reżyserskie hochsztaplerstwo i zawczasu przebić "Dziewczynę..." osinowym kołkiem.

O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu | USA 2014 | reżyseria: Ana Lily Amirpour | dystrybucja: M2 Films | czas: 104 min