Na śniegu dwie kreski, po obu ich stronach – małe dziurki. Obramowany śladami kijków szlak nart biegowych, równy jak spod linijki. Kamera odlatuje trochę wyżej, widzimy grupę powoli, miarowo sunących przez białe pole postaci. To zawodniczki drużyny siatkarskiej z norweskiego miasteczka Hamar. Ubrane w ciepłe kurtki i wygodne spodnie wybrały się na wspólny, aktywny spacer. Wiatr wyciąga spod czapek siwe kosmyki. Najmłodsza z pań ma 66, najstarsza – 98 lat. Razem tworzą drużynę Optymistek – istniejącą od czterdziestu lat ekipę siatkarską dla kobiet w wieku ponadśrednim.

Bohaterki "Optymistek" nie powielają stereotypu. Nie żeby od razu skakały na bungee. Ale żyją bez lęku, w zgodzie z własną intuicją. Mówią o śmierci. Świadomość nieuchronnego końca zamiast je blokować – wyzwala. Zdarzają się kontuzje, gorsze dni, chwile zwątpienia. Ale choć implant stawu biodrowego to jeden z dominujących w tej grupie modowych trendów, niesie ją niezmiennie intensywny apetyt na życie aktywne, tak fizycznie, jak i intelektualnie.

Oczywiście bohaterki "Optymistek" to reprezentantki nieco innej kultury. Norwegowie (wiek emerytalny: 67) to naród ludzi sprawnych, usportowionych. Przewidywana długość życia obywatela tego kraju to prawie 82 lata (w Polsce – 5 lat mniej). Obywatele Norwegii żyją też dostatnio. Podczas gdy w Unii Europejskiej odsetek ludzi żyjących poniżej granicy ubóstwa wzrasta (obecnie dotyczy to ok. 10 proc.), w Norwegii ich liczba sukcesywnie spada, aktualnie oscylując w granicach 2 proc.

Jednak źródłem tytułowego optymizmu bohaterek jest coś innego niż finansowe poczucie bezpieczeństwa. Bohaterki cechuje organiczna wręcz potrzeba oddychania świeżym powietrzem zamiast smrodkiem szpitalnej poczekalni. Filmowe emerytki jeżdżą na rowerach i konno. W zimie – na nartach i sankach. Jak klasyczne powieściowe babunie pijają wspólne herbatki, pieką ciasteczka i robią na drutach. Ale umawiają się też na wspólny wypad nad jezioro. Połowa figluje w wodzie, reszta wypoczywa na brzegu, ciesząc się słońcem. Nie ma wśród nich wstydu, tak często towarzyszącego dojrzałej fizyczności. Optymistki łączy też ogromne poczucie wspólnoty. Napędza potrzeba ciągłej konfrontacji z innymi ludźmi, których są ciekawe – ale też pielęgnowanie dawnych przyjaźni. Jeśli któraś z zawodniczek jest niezdolna do gry, i tak przychodzi na treningi, uczestniczy w planowaniu strategii, przedmeczowej burzy mózgów. Potrzeba rywalizacji, sprawdzenia się, przejrzenia w cudzej reakcji nie mija z wiekiem. Kiedy drużyna decyduje się wreszcie pojechać do Szwecji na mecz towarzyski z tamtejszą (męską!) drużyną seniorów, na pokładzie autokaru muszą być wszystkie Optymistki. Nie trzeba im tłumaczyć, czym jest drużynowy duch.

Film dokumentalny Gunhild Westhagen Magnor to kolejny na przestrzeni ostatnich kilku lat portret staruszek, które upływowi czasu pokazują figę. Siwe bohaterki przeżywają w kinie renesans. I wcale nie muszą udawać w tym celu młodszych. W lutym nagrodę aktorską na prestiżowym festiwalu filmowym w Berlinie odebrała siedemdziesięcioletnia Charlotte Rampling. W "45 years" Andrew Haigha zagrała przygotowującą się do czterdziestej piątej rocznicy ślubu żonę, której spokój zaburza niespodziewany duch z przeszłości. Jej obecność na ekranie, tak oszczędna, bezpośrednia, elektryzuje.

Ze świetną reakcją spotkał się też zeszłoroczny dokument "Elaine Stritch: Shoot me" Chiemi Karasawy. W obliczu zbliżających się 87. urodzin Elaine Stritch, legendarna, nienosząca spodni komiczka, rozmyśla nad przeszłością i przyszłością, ale najmocniej zmaga się z "tu i teraz". Zachrypnięta ekscentryczka z nogami po szyję musi zadecydować, czy poddać się kompulsywnej wręcz potrzebie bycia na scenie, czy wreszcie złożyć broń.

Z kolei najmodniejszą starszą panią jest ostatnio Iris Apfel, bohaterka filmu niedawno zmarłego dokumentalisty Alberta Mayslesa. Dziewięćdziesięciotrzyletnia bizneswoman, projektantka wnętrz i ikona mody, której stylowi Metropolitan Museum of Art poświęciło kilka lat temu osobną wystawę. – Nigdy nie byłam ładna, ale miałam styl – żartuje z ekranu Apfel, zaraz podszczypując swojego męża i poprawiając jedną z trzech papuziokolorowych bransolet. Iris właściwie nie przestaje żartować, zachwycać się, komentować, obserwować, chłonąć, delektować każdą chwilą. Ekstrawaganckie stylizacje wydają się dodatkiem do jej zaraźliwej energii. Od Iris nie można oderwać oczu, podobnie jak od najstarszej z Optymistek, 98-letniej Goro. Przepis na pierogi i sernik sprawdzę w książce kucharskiej. Od bohaterek z pokolenia moich pradziadków chcę się dowiedzieć, jak przeżyć życie najlepiej, jak to możliwe. Bo wiedzą.

"Optymistki", film dokumentalny w reżyserii Gunhild Westhagen Magnor, 24.04 wchodzą na ekrany kin studyjnych.