Nie zgadzam się z "Zabić bobra" na wielu poziomach, ale imponuje mi odwaga Kolskiego. Tego typu porażki smakują bardziej od niejednego sukcesu.

W sensie najbardziej oczywistym to opowieść o śmierci miłości i narodzinach nowego uczucia, stłamszonego przez złe wspomnienia byłego komandosa, przejmująco i z wielkim zaangażowaniem zagranego przez Eryka Lubosa. Jednak ten film to przede wszystkim swoisty krzyk artysty, który za wszelką cenę chce być wolny.

W poprzedniej dekadzie jeden z najoryginalniejszych polskich twórców znalazł się w potrzasku nie tyle własnego stylu, ile odgórnego zamówienia na to, jak ów styl powinien wyglądać. Każda wyprawa w nieznane lub w kierunku innym niż "Jasminum" była przez krytyków oskarżana o błądzenie po omacku.

Samego Kolskiego musiało to uwierać, skoro zdecydował się na krok tak bezkompromisowy. "Zabić bobra" oglądany w kontekście wcześniejszych tytułów reżysera – zwłaszcza tych, które przyniosły mu największą sławę, jak "Jańcio Wodnik" czy "Pograbek" – wygląda jak próba odcięcia się od wszystkiego, co stanowiło dotąd o sile jego kina. Thriller Kolskiego ma chorobliwy rytm, a wątła struktura narracyjna nie wytrzymuje rozczarowującej oczywistości przesłania.

Począwszy od przekombinowanego tytułu, film uwiera i irytuje. Starannie skomponowane kadry zastąpiła obrazowa szarpanina, wycyzelowane literackie dialogi – gwałtowne spazmy. Najistotniejsza jest jednak zmiana klimatu. Prostolinijność świata przedstawionego została zderzona ze zwierzęcymi popędami.

Wcześniej u Kolskiego dominowały emocjonalne pastele, w "Zabić bobra" z furią atakują ostre kolory, a także jęk, depresja, skrajne popędy.
Nieprzypadkowo Kolski zrealizował "Zabić bobra" w Popielawach. Tam spędził dzieciństwo, nakręcił debiut ("Pogrzeb kartofla"), jakiś czas później w "Historii kina w Popielawach" umitycznił miejsce. Teraz, po burzliwych doświadczeniach w życiu osobistym, w Popielawach chciał artystycznie się odrodzić. Prawie się udało.

ZABIĆ BOBRA | Polska 2012 | reżyseria: Jan Jakub Kolski | dystrybucja: Kino Świat | czas: 100 min