On ją musiał jeszcze własnoręcznie zekranizować. Niestety zabrał się do tego w najgorszy, pretensjonalnie artystowski sposób.
Powieść "Samotność liczb pierwszych" napisana przez dwudziestoparoletniego przystojnego fizyka była we Włoszech sensacją literacką i sukcesem komercyjnym porównywalnym tylko z "Gomorrą" Roberta Saviano. Błyskotliwy młody autor stał się ulubieńcem mediów i być może wtedy nabrał przekonania, że potrafi wszystko. Albo jakiś sprytny producent doszedł do wniosku, że z marketingowego punktu widzenia byłoby dobrze, gdyby pisarz celebryta sam nakręcił film na podstawie swojej bestsellerowej książki.

Jakkolwiek było, wyszło źle. Choć obraz startował w 2010 roku w konkursie w Wenecji, a jedną z ról zagrała Isabella Rossellini, to – w przeciwieństwie do udanego pierwowzoru literackiego – mamy do czynienia z dziełem nadętym, bezładnym i manierycznym. Opowiadając historię Mattia i Alice, dwójki samotników i outsiderów noszących w sobie upiorne dziecięce traumy, które okaleczyły ich na całe życie zarówno fizycznie, jak i psychicznie, reżyser sięga, nie wiedzieć czemu, po chwyty rodem z taniego horroru. Zamiast pozwolić widzowi zbliżyć się do swoich zagubionych, nieszczęśliwych bohaterów, odseparowuje od nich chaotyczną narracją, burzącą jakiekolwiek próby zrozumienia czy identyfikacji. 

Włochy, Niemcy, Francja 2010 | reżyseria: Saverio Costanzo | dystrybucja: Aurora Films | czas: 118 min