W typowanym do tegorocznych Oscarów obrazie Tate’a Taylora burżuazja nie ma w sobie ani trochę dyskretnego uroku. Amerykański reżyser z ukrycia podpatruje rządzącą jej życiem hipokryzję. W "Służących" oddaje głos tytułowym bohaterkom zmuszonym do funkcjonowania w ramach niesprawiedliwego systemu. Poza jedną humorystyczną sceną klasowego odwetu film Taylora nie przypomina jednak manifestu grona wykluczonych. Zamiast tego "Służące" opowiadają pogodną historyjkę o emancypacyjnej fali, która dociera w końcu nawet na amerykańskie Południe.

Cofający się w czasie do lat 60. film Taylora wiarygodnie odtwarza charakterystyczne dla tamtego okresu obywatelskie przebudzenie połączone z wiarą w możliwość przemiany rzeczywistości. Reżyser nie ukrywa podziwu dla kobiet, których cele zakładały konieczność sforsowania wielu mentalnych barier. Przekonuje, że w opisywanym okresie równie wielki balast jak odziedziczony po przodkach status społeczny stanowiła uwarunkowana genetycznie i kulturowo płeć. Nie bez powodu główną bohaterką filmu Taylora nie okazuje się jedna z czarnoskórych służących, lecz ambitna biała dziennikarka o pseudonimie Skeeter. Dziewczyna wyróżnia się na tle swojego otoczenia ze względu na sprzeciw wobec powszechnie przyjętego modelu życia. Zamiast wykonywać obowiązki tradycyjnie przypisane kobiecie, woli spełniać się zawodowo, podważać myślowe schematy i zadawać niewygodne pytania. Właśnie z takich pobudek rodzi się kluczowy dla fabuły pomysł przeprowadzenia obszernego wywiadu ze służącą jednej z najzamożniejszych rodzin w okolicy. Wytwarzająca się między kobietami więź udowadnia, że ich pozycja w społeczeństwie ma ze sobą zaskakująco wiele wspólnego.

Choć "Służące" mają pretensje do wyrażania treści rewolucyjnych, tak naprawdę są mało odkrywcze. W swojej wizji amerykańskiego Południa sytuują się znacznie bliżej poczciwego "Wożąc panią Daisy" Bruce’a Beresforda niż ekscentrycznej "Północy w ogrodzie dobra i zła" Clinta Eastwooda. Taylor zachowuje również zbyt duży umiar w szkicowaniu napiętych relacji na linii państwo – służba. Pod tym względem znacznie większe emocje niż "Służące" generuje prowokacyjna "Ceremonia" w reżyserii Claude’a Chabrola. Pomimo nadmiernej zachowawczości film Taylora odgrywa jednak rolę nie do przecenienia. Za jego sprawą do konserwatywnego hollywoodzkiego słownika mogą wedrzeć się hasła "emancypacja", "feminizm" i "równość społeczna". Obamowska Ameryka wreszcie może być z siebie dumna.

SŁUŻĄCE | USA 2011 | reżyseria: Tate Taylor | dystrybucja: Forum Film | czas: 146 min