Oglądanie "To tylko seks" przypomina randkę z ponętną dziewczyną, która tak naprawdę okazuje się cnotką z sąsiedztwa. Film Willa Glucka potrafi uwieść ciętymi dialogami i wytwarzającym się między aktorami erotycznym napięciem. Reżyserowi ostatecznie brakuje jednak odwagi, a perwersyjna gra z konwencją komedii romantycznej ustępuje z czasem miejsca gatunkowej kliszy. Pomimo całej swojej schematyczności "To tylko seks" zachowuje jednak w sobie odrobinę niedostępnego dla konkurencji wdzięku.

Pomysł na film zapowiada się obiecująco. Oto dwójka zaprzyjaźnionych singli postanawia zrewidować poglądy na temat własnego życia uczuciowego. Rozczarowani dotychczasowymi związkami Dylan (Justin Timberlake) i Jamie (Mila Kunis) nie chcą wikłać się w kolejne pogmatwane relacje. Zamiast tego wybierają niezobowiązujący, przyjacielski seks. Wychodzący z takiego założenia film Glucka mógłby stać się wyrazem tęsknoty za barwnymi latami 60., gdy takie układy wydawały się na porządku dziennym. Podobny wątek wdziera się zresztą do fabuły wraz z postacią matki Jamie. Zadanie podstarzałej hipiski ogranicza się jednak wyłącznie do dostarczenia fabule materiału komediowego.

Charakter relacji między Dylanem a Jamie sprawia, że film ma również potencjał, by stać się podstawą krytyki pokolenia zagubionych trzydziestolatków. Glucka nie interesuje jednak stawianie poważnych diagnoz społecznych. Reżyserowi zależy wyłącznie na rozbawieniu publiczności. Twórca "To tylko seks" potrafi nadać opowieści odpowiednio szybkie tempo i zaludnić ekranowy świat wyrazistymi postaciami. Nieustannie balansująca na krawędzi fascynacji i pogardy relacja głównych bohaterów przywodzi na myśl klasyczne hollywoodzkie komedie w rodzaju "Filadelfijskiej opowieści". Wytwarzający się w ten sposób staroświecki wdzięk bywa chwilami uzupełniany rubasznością rodem ze świata Kevina Smitha. Dzięki takiemu połączeniu film Glucka przynosi ostatecznie porcję niegłupiej rozrywki. Tylko tyle i aż tyle.

TO TYLKO SEKS | USA 2011 | reż. Will Gluck | dystrybucja: UIP | czas: 109 min