Podwójna tożsamość Julianne Moore
"Inkarnacja" zaczyna się jako rasowa fabuła grozy, ale im dalej w las... tym więcej tanich strachów.
- Julianne Moore walczy ze złem wcielonym
- Julianne Moore uczy angielskiego Grega Kinneara
- "Kocha, lubi, szanuje", bo... to właśnie miłość!
- Przystojny wampir nowym mężem Julianne Moore
- Julianne Moore jak rzadki ptak
- Oto facet, który zawróci w głowie Julianne Moore
- Julianne Moore w remake'u kultowego horroru
-
Ryan Gosling Kocha, lubi, szanuje
- Julianne Moore i zło wcielone
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Julianne Moore wciela się w owdowiałą specjalistkę od zaburzeń osobowości. Podobnie jak jej ojciec psychiatra żyje pracą i kiedy na horyzoncie pojawia się zadziwiający pacjent, kobieta nie ma problemu w odłożeniu rodzinnych spraw na później. A dla specjalistki takiej jak Cara jest to interesujący przypadek. Wygląda na to, że mężczyzna leczony przez doktora Hardinga cierpi na multiplifikację osobowości, jego jaźń rozszczepiona jest pomiędzy Davidem i Adamem, dwiema kompletnie różnymi osobami. Cara podejmuje się leczenia mężczyzny, przez co wpada na trop morderstwa sprzed lat, do rozwiązania którego może dotrzeć tylko z pomocą tajemniczego pacjenta.
Brzmi więc niepokojąco i obiecująco, a jednak jest inaczej – "Inkarnacja" może i zaczyna się jako rasowa fabuła grozy, ale im więcej minut mija, tym bardziej zbliża się do nonsensownego bełkotu. Historia rozłazi się, kiedy pierwsze elementy układanki wskakują na swoje miejsce, a do głosu dochodzą wątki nadprzyrodzone, czarnoksięstwo i satanizm. Trochę szkoda, bo pochodzący ze Szwecji reżyserzy, Mons Morlind i Björn Stein, twórcy niezłego "Sztormu", w pierwszej połowie filmu udanie budują napięcie. Ponura, jesienna atmosfera, pozbawione liści drzewa, ciemne korytarze, szarości i wolne jazdy kamery – wszystko to posłużyło za podstawę konstrukcji, która okazała się, niestety, niezbyt wytrzymała. Rozpaczliwie wyglądają w tym świetle próby ratowania filmu wtórnymi chwytami gatunkowymi, "Inkarnacja" zrywa z iluzją thrillera na rzecz tanich strachów. Po kiepskich recenzjach dziwić może decyzja polskiego dystrybutora o wprowadzeniu filmu do kin – szczególnie że od premiery zagranicznej minął już ponad rok.
INKARNACJA | USA 2010 | reżyseria: Mons Morlind, Björn Stein | dystrybucja: Kino Świat | czas: 112 min



















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!