Realizacja "Supermana" była mordęgą. Producenci postanowili nakręcić dwie części jednocześnie, zdjęcia trwały ponad półtora roku, ale najwięcej problemów sprawiło jednak poszukiwanie Supermana. Gdy nie udało się podpisać kontraktu z żadną z hollywoodzkich gwiazd, producenci postanowili zatrudnić mało znanego aktora. Na castingach pojawili się m.in. Nick Nolte i Christopher Walken, zainteresowanie rolą wyraził też Arnold Schwarzenegger. Przesłuchano ponad dwustu kandydatów, a zdesperowany producent Ilya Salkind zaprosił przed kamery nawet dentystę swojej żony, tylko dlatego że przypominał komiksowego superbohatera.

Wybór padł na Christophera Reeve’a, dwudziestopięciolatka bez filmowego doświadczenia. Reżyser Richard Donner początkowo oponował – szczupły i delikatny aktor odmówił bowiem fizycznych treningów prowadzonych przez Davida Prowse’a (czyli samego Dartha Vadera). Ostatecznie doszli do porozumienia, którego efektem był największy – obok "Gwiezdnych wojen" – przebój końca lat 70.

"Superman" (1978) był filmem, na jaki komiksowy heros zasłużył. Człowiek ze Stali, obrońca ludzi i amerykańskiego stylu życia debiutował na łamach opowieści obrazkowych czterdzieści lat wcześniej, ale dotychczasowe produkcje (nakręcony jeszcze w latach 40. serial kinowy i późniejsze telewizyjne) nie oddawały mu sprawiedliwości. Nic dziwnego – skoro bohaterem stworzonej przez Jerry’ego Siegela i Joego Shustera był obdarzony niezwykłymi mocami przybysz z kosmosu, technologia nie pozwalała wiarygodnie pokazać Supermana latającego czy prześwietlającego rentgenowskim wzrokiem ściany.


Oczywiście film Richarda Donnera (i jego trzy kontynuacje) również nie wytrzymuje porównania ze współczesnym kinem akcji. Efekty specjalne – w swoim czasie wyróżnione honorowym Oscarem – budzą raczej uśmiech niż podziw. Ale "Superman" broni się czymś innym: obraz Donnera to najlepsza ekranizacja komiksów o Człowieku ze Stali. Ma fantastyczny smak chłopięcej przygody, przypomina przejażdżkę rollercoasterem. Nieważne, że fabuła nie zawsze trzyma się kupy i – zwłaszcza w kolejnych filmach serii – pojawiają się w niej coraz większe absurdy. "Superman" ma to, czego brakuje wielu dzisiejszym superbohaterskim filmom: serce i ambicję, by poza efektami specjalnymi dać widzom coś, czego nie zapomną przez długie lata.

No i wbrew obawom Donnera Reeve wypadł znakomicie: zarówno jako obdarzony ponadludzką siłą heros, jak i jego cywilne alter ego: Clark Kent, reporter dziennika „Daily Planet”. Gdy po latach studio Warner Bros wróciło do postaci, realizując film "Superman: Powrót" (także zamieszczony w opisywanym boksie), rolę herosa zagrał Brandon Routh. Podobno decydujący głos należał do wdowy po zmarłym w 2004 roku Reevie: uznała, że podobieństwo – nie tylko fizyczne – obu aktorów jest uderzające.

SUPERMAN 1978 – 2006 | box Blu-ray | dystrybucja: Galapagos