Jeszcze dalej niż... Belgia
W brawurowej komedii "Nic do oclenia" Dany Boon uczy Francuzów i Belgów dystansu do samych siebie. Skutecznie.
- "Drzewo życia" – arcydzieło czy kicz?
- Przymierze braci cwaniaczków
- Króla mody strach przed samotnością
- "Tamara i mężczyźni", czyli rzecz o kłopotach w raju
- Niepewność bez końca
- Pan Przyjemniaczek lawiruje w kinach
- Skandalisty Lanthimosa opowieść o życiu na smyczy
- A gdy się zejdą, raz i drugi, kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością...
- Mój ociec i ja "Nad morzem"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Po gigantycznym sukcesie "Jeszcze dalej niż Północ" Dany Boon poszedł za ciosem i nakręcił kolejny film, oparty na bardzo podobnym pomyśle: oto nagła zmiana sytuacji zmusza dwóch antagonistów do współdziałania. Żeby było ono w ogóle możliwe, muszą spróbować pokonać wpływające negatywnie na ich relacje absurdalne uprzedzenia. Tym razem jednak linia podziału przebiega nie między północną Francją i pozostałą częścią kraju, lecz pomiędzy dwoma państwami.
Otwarcie granic krajów Unii Europejskiej na początku lat 90. ucieszyło wszystkich – poza celnikami. Większość jednak szybko znalazła pocieszenie na ciepłych, urzędniczych posadkach. Główny bohater "Nic do oclenia", Ruben (Benoit Poelvoorde), belgijski celnik, pracujący na granicy z Francją, nie musi martwić się o utratę stanowiska. Jego rozpacz budzi zupełnie co innego: to, że od tej pory przeklęte żabojady będą mogły niemal bez przeszkód przejeżdżać przez uświęconą krwią belgijskich patriotów granicę.
Ksenofobia Rubena jest – nomen omen – bezgraniczna. Wszystko, co francuskie, jest złe; południowi sąsiedzi śmierdzą, kradną i ubliżają niewinnym Belgom. Likwidacja granic sprawia, że od tego momentu celnicy obu krajów muszą pracować razem w tzw. brygadach mobilnych. Ruben i jego największy wróg Mathias (w tej roli Dany Boon) dostają do dyspozycji zdezelowane auto i rewolucyjny jak na tamte czasy gadżet, czyli telefon komórkowy. Tak wyposażeni ruszają w pościg za przemytnikami. Sytuację dodatkowo komplikuje to, że Mathias zakochany jest w siostrze Rubena.
Dany Boon pokazuje obsesję Belga z wyczuciem. Klimat jest lekko absurdalny, gogolowski, ale ma też w sobie to, za co widzowie tak bardzo pokochali filmy Francuza: charakterystyczne ciepełko. Być może jego źródłem jest samo miejsce akcji, przytulna prowincja, na której nic naprawdę złego nie ma prawa się wydarzyć. Wydaje mi się jednak, że w większym stopniu ma na nie wpływ silna wiara reżysera w moc ludzkich relacji: przyjaźni, miłości, współpracy. W "Nic do oclenia", podobnie jak w "Jeszcze dalej niż Północ" są one równie ważne jak humor. A może nawet ważniejsze?
NIC DO OCLENIA | Francja 2011 | reżyseria: Dany Boon | dystrybucja: Hagi | czas: 108 min















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!