"Drzewo życia" – arcydzieło czy kicz?
Nagrodzone Złotą Palmą w Cannes "Drzewo życia" wchodzi do kin.
- Brad Pitt apodyktycznym ojcem Seana Penna w "Drzewie życia"
- Brad Pitt: Pozwalam sobie na większy luz
- Krajobraz po Cannes, czyli Francuzi wiedzą jak kończyć
- Zwycięzca z Cannes w polskich kinach
- W Cannes przyznano nagrody. Złota Palma dla filmu z Pittem i Pennem
- Cannes: Sean Penn jako gwiazda rocka
- Startuje canneńska rewia gwiazd
- Jeszcze dalej niż... Belgia
- Skandalisty Lanthimosa opowieść o życiu na smyczy
- "Drzewo życia" co najmniej cztery razy
- Yorgos Lanthimos: Pytać. Wątpić. Poszukiwać
- A gdy się zejdą, raz i drugi, kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością...
- Sześć godzin "Drzewa życia"
- Mój ociec i ja "Nad morzem"
- "Nad morzem" – kameralnie o ojcostwie
- Sean Penn krytykuje... własny film
- Gucci nagradza na Festiwalu w Wenecji
- Oto gwiazda, która zagra księżną Dianę. Podobna?
- "Szpieg" i "Drive" walczą o miano najlepszego filmu 2011
-
Drzewo życia z Cannes na ekrany
- Oni wygrali w Cannes!
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dla jednych "Drzewo życia" to najlepszy film Cannes, zdobywca zasłużonej Złotej Palmy. Ale byli i tacy, którzy wygwizdali film Terrence’a Malicka na oficjalnym pokazie prasowym. Zarzucano mu operowanie oczywistościami, trywialny przekaz, nachalny sentymentalizm, pompatyczny ton. Wątpliwości budziło zestawienie tytułu z fragmentem z Księgi Hioba, od którego rozpoczyna się filmowa opowieść. Coś w tym jest, Malick nie zostawia nic, albo bardzo niewiele, do interpretacji widzom, dopowiada, dookreśla wszystko, łącznie z tym, jak należy czytać jego przesłanie. Film naszpikowany jest znaczeniami, aż kipi od symboli i metafizyki – ale czy stylowa oprawa kryje w sobie głębię, ma wyjątkowy, wartościowy przekaz, czy to jednak kicz?
"Drzewo życia" bez wątpienia jest filmem, któremu formalnie trudno cokolwiek zarzucić – fakt, to jeszcze za mało, by nazwać go wydmuszką – Emmanuel Lubezki, autor zdjęć, stworzył wizualnie obraz doskonały. To jego kadry, długie, powolne, często z ręki, często też bardzo ciasne, na dużym zbliżeniu tworzą atmosferę niczym z onirycznego pamiętnika, intymnego dziennika, w którym zapisano najważniejsze wspomnienia, emocje, które towarzyszą przełomowym momentom, dorastaniu, wchodzeniu w dorosłość. Ten aspekt filmu zachwyca, uruchamia bardzo osobiste przeżywanie, wręcz znosi granicę pomiędzy tym, co na ekranie, a co poza nim, co w nas.
W pierwszej części "Drzewo życia" to impresja na temat dzieciństwa, wyidealizowana czasoprzestrzeń. Mamy lata 50., widzimy przedmieścia Teksasu, poznajemy losy rodziny O’Brienów (solidna obsada, dobry Brad Pitt, rewelacyjna Jessica Chastain), którą naznacza śmierć jednego z trzech synów. Malick pyta o sens wiary – jeśli Bóg istnieje, dlaczego pozwala na śmierć naszych najbliższych? A może właśnie łaska wiary sprawia, że znajdujemy oparcie w religii, potrafimy uporać się z bólem, ze stratą ostateczną? Pytania o naturę człowieka reżyser przełamuje rozważaniami na temat ewolucji – w środkowej części filmu pojawiają się... dinozaury, jest wyśmienita sekwencja zdjęć z mikro- i makrokosmosu, zapierające dech w piersiach panoramy, bliżej nieokreślone plaże niebiańskie i piekielne lawy.



















































~Miśka2011-06-19 00:24
Film dla wrażliwego realisty jest tragiczny, smutny, dobijający. Nie daje żadnych odpowiedzi, jest międleniem frustracji i nędzy wewnętrtznej, obrazem schizofrenika. jak ktoś chce się pogrążać w dennych klimatach, to prosze bardzo. Reszcie polecam cokolwiek innego.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!