"Dzieci też bywają złymi ludźmi" – mówi w filmie Cate Blanchett, a rodzice młodocianych dziewcząt zapewne się zgodzą, że nastolatka to urodzony morderca, zdolny wykończyć w mgnieniu oka. Jednak Hanna (Saoirse Ronan) została do tego celu specjalnie wyszkolona przez swojego ojca Erika (Eric Bana) – zbiegłego agenta CIA. Większość życia spędziła w oderwaniu od cywilizacji i samotności na śnieżnych pustkowiach w podbiegunowej części Finlandii, biegle włada różnymi rodzajami broni, a także kilkunastoma językami, potrafi przeżyć w ekstremalnych warunkach i zabija bez wahania. Ma też cel – zlikwidować demoniczną Marisę (Blanchett), agentkę, z którą jej ojca łączą mroczne sekrety z przeszłości.

Dość banalna sensacyjna intryga, łącząca wątki "Nikity" i "Tożsamości Bourne’a", została potraktowana przez Wrighta ("Pokuta", "Duma i uprzedzenie") jako pretekst do zbudowania opowieści naszpikowanej symbolami i bajkowymi tropami. Tu bracia Grimm spotykają się z "Mechaniczną pomarańczą", a "Czarnoksięznik z Oz" nabiera atmosfery niczym u Lyncha. Znakomita i hipnotyczna muzyka Chemical Brothers dodatkowo odrealnia tę opowieść, przenosząc jej ciężar ze sztampowego thrillera w obszar sennego marzenia.

Przezroczyste oczy Hanny na tle śnieżnej połaci, Erik walczący w berlińskim metrze czy zielone zamszowe pantofelki na stopach Cate Blachett – narracja została zamknięta w serii starannie skomponowanych obrazów, co dodaje historii nieoczekiwanej głębi. Wright już w „Pokucie” pokazał, że umie opowiadać obrazem, ale tam estetyczne wyrafinowanie nie wystarczyło, by oddać złożoność prozy MacEwana. "Hanna" to co innego. Dzięki znakomicie poprowadzonej narracji wizualnej i dobrze dobranej muzyce (jeden z pierwszych kontaktów Hanny z muzyką to kawałek "Kooks" Davida Bowiego – doprawdy trudno o lepszy wybór) staje się współczesną baśnią: o sierotce, wielkim złym wilku i czarownicy.

Przy tym film ani na chwilę nie traci tempa, intryguje do samego końca. Duża w tym zasługa doskonałej Saoirse Ronan, którą ostatnio oglądaliśmy w "Niepokonanych" Petera Weira. Młoda aktorka nadaje nastoletniej zabójczyni kruchość i delikatność, sprawia, że jej bohaterka budzi empatię, choć sama pozostaje pozbawioną widocznych emocji enigmą. Ronan prawdopodobnie zagwarantowała sobie tą rolą oscarową nominację, zaś jej pojedynek z rudowłosą wiedźmą Blanchett ma szansę przejść do historii kina.

Czy "Hanna" ma w sobie taki popkulturowy potencjał jak "Nikita" Bessona, trudno na razie powiedzieć. Na pewno ma szansę zachwycić zarówno filmowych geeków, jak i masowego odbiorcę. Nie wszystkie nastolatki muszą być fankami Hannah Montany, niektóre będą wolały "Hannę". I to dopiero jest zgroza.

HANNA | USA, Wielka Brytania, Niemcy 2011 | reżyseria: Joe Wright | dystrybucja: UIP | czas: 111 min