Plame (Naomi Watts) brała udział w akcjach wywiadowczych m.in. w Azji i na Bliskim Wschodzie. Jej mąż Joseph Wilson (Sean Penn, najwyraźniej już znużony podobnymi rolami), były dyplomata, został zaangażowany przez rząd, by dowiedzieć się, czy Irak kupował rudy uranu z Nigru. Jego negatywna opinia na ten temat nie zmieniła wojennych planów Ameryki. Administracja Busha ogłosiła więc, że Saddam Husajn kupił uran w Afryce, i rozpoczęła ataki na Bagdad. Wilson opublikował artykuł demaskujący kłamstwa rządu, za co i on, i jego żona (której tożsamość została w międzyczasie ujawniona) stali się wrogami numer jeden nie tylko ludzi prezydenta, lecz także opinii publicznej.

Brzmi nawet dość intrygująco, jednak choć reżyserem "Fair Game" jest Doug Liman, twórca "Tożsamości Bourne’a", proszę nie oczekiwać dynamicznego thrillera. To toczący się w biurokratycznym tempie dramat z zaskakująco jednobarwnymi bohaterami (jedynie Watts udaje się ze swojej postaci wykrzesać nieco życia) i mocno postawioną, nienaruszalną tezą. Co z tego, że słuszną – łatwo walczyć z kłamstwami George'a W. Busha, gdy ten jako prezydent przeszedł już do historii.

FAIR GAME | USA 2010 | reżyseria: Doug Liman | dystrybucja: Monolith | czas: 108 min