"Bobasy" nie mają nóg, za to nózie
Wszystkie dzieci nasze są. Dokument Thomasa Balmesa klasyfikuje się mniej więcej na poziomie słynnej piosenki Majki Jeżowskiej. To wątpliwy artystycznie, osiemdziesięciominutowy trailer z cudnymi buziakami bobasków.
- Rodzinka z przypadku
- Seks jako strategia przetrwania
- Gwiazdor "Kac Vegas": Cannes wygląda jak Atlantic City
- Niepewność bez końca
- Niech zapłonie woda w oscarowym "Kraju gazem płynącym"
-
Och, życie! i cała reszta
-
Och, Życie! - zwiastun kinowy
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Reżyserem dokumentu jest Thomas Balmes – postać kompletnie anonimowa w branży, ale za projektem stoi naprawdę Alain Chabat, wytrawny scenarzysta ("Mikołajek"), reżyser ("Asterix i Obelix. Misja Kleopatra") i producent ("Układ idealny"). Chabat nie podejmuje się przedsięwzięć, które nie przyniosłyby mu zysku. Również w wypadku "Bobasów" sukces był gwarantowany.
Wystarczyły niewinne twarzyczki filmowanych przez rok tytułowych "bébé(s)": Hattie z Kalifornii, Bayara z Mongolii, Mari z Japonii oraz Ponijao z Namibii, żeby projektem zainteresowali się telewizje i dystrybutorzy z całego świata. Nie jest tajemnicą, że właśnie na dzieciach zarabia się najwięcej. Chodzi o prężnie działającą gałąź przemysłu: gadżeciarskiego, zabawkarskiego, również kinowego. "Bobasy" to wprawdzie tylko skromny dokument, który nie może równać się z wysokobudżetowymi filmami Disneya, niemniej chodzi o naciąganie tego samego adresata. Do wyidealizowanego i zakłamanego obrazu dzieci z różnych stron świata, z absurdalną tezą, że niezależnie od granic kulturowych i geograficznych, wszystkie bobasy są do siebie podobne. Dołożona została ckliwa, ilustracyjna muzyka starego wyjadacza, Bruno Coulais ("Genesis", "Makrokosmos"). Sukces gotowy? Komercyjny na pewno, ale kiczowaty obrazek przypomina widokówki z serii "Anne Geddes", w którym rezolutna Japoneczka, bogata Amerykanka oraz rozdokazywane dzieciaki z Mongolii i Afryki wykonują swój pierwszy krok.
Pod względem artystycznym to jedynie efekt zimnej kalkulacji i hipokryzji. Nędza, drastyczne warunki bytowe, AIDS albo brud, w jakich przychodzą na świat niekochane dzieci, zamyka się na obrazie maślanych oczu słodkiej Mari z Tokio i pulchnej Hattie z San Francisco. "Bobasy" to infantylizacja cudu życia. Film, do którego jak ulał pasują wszelkiej maści zdrobnienia. Nie ma nóg, są nózie, pupcie, kupki i łapcie. Nie ma dzieci, tylko bobaski. Nie jestem pewien, czy kino powinno służyć do tak cynicznego "dziamdziania".
BOBASY | Francja 2010 | reżyseria: Thomas Balmes | dystrybucja: Kino Świat | czas: 79 min














































~katarzyna2011-05-22 22:13
Najwyraźniej autor recenzji tak przesiąkł serwowanym nam przez media obrazem zepsutego, smutnego, cynicznego świata - że film czysto pozytywny powoduje u niego niestrawność. A wystarczy mieć własne dzieci, żeby potwierdzić, ze niezależnie od warunków dzieci w tym wieku, to okno na raj - i to bez firanek...niezależnie od aids, brudu i nędzy. Dobrze, ze autorom filmu to właśnie udało się uchwycić.
~Jezyna2011-05-21 10:39
Autor mial chyba zly humor piszac recenzje. Skad tyle negatywu i jadu ? Czy film pokazuje cos co nie jest prawda ? Wszystkie dzieci rodza sie w szczesliwych rodzinach, widze tu rozczarowanie ze jest to po prostu za nudne. W filmie chodzi po prostu o pokazanie kulturowych smaczkow, nie oczekujmy od kazdej produkcji bycia dramatem. Swoja droga my tez mamy bardzo zdemonizowany obraz afryki, gdzie wszystkie dzieci umieraja na aids albo z glodu.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!