Syberyjska katorga, archipelag Gułag. Jak mówi nowo przybyłym skazańcom komendant obozu, ich prawdziwym strażnikiem jest bezlitosna przyroda: mróz, śnieg, pustkowie, na którym nie sposób przeżyć. Zwłaszcza gdy jest się zekiem, więźniem łagru wyczerpanym niewolniczą pracą, niedożywionym i wiecznie przemarzniętym. Wszelka myśl o ucieczce wydaje się w tych warunkach mrzonką.

Jednak grupka śmiałków pod przywództwem polskiego oficera Janusza (Jim Sturgess) podejmuje to szalone ryzyko. Są wśród nich amerykański szpieg, każący się tytułować Panem Smithem (Ed Harris), oraz radziecki więzień kryminalny Valka (Colin Farrell), cieszący się w obozie nieco większymi przywilejami niż polityczni "wrogowie ludu". W każdym razie ma nóż, co może się przydać podczas niebezpiecznej wyprawy. Uciekinierzy mają przed sobą wiele kilometrów niebezpiecznej pieszej wędrówki przez tundrę, mongolskie stepy, pustynie i góry – aż do Indii, dokąd wiedzie ich ten niewiarygodny szlak...

I tu właśnie jest pies pogrzebany – nie są to obrazy, których byśmy nie znali z kina. Ileż razy można oglądać śnieżne zamiecie i piaskowe burze, odmrożenia i słoneczne udary, o ile nie służą głębszemu sensowi opowieści? A tu ten sens jest ledwo wyczuwalny – relacje zawiązujące się między wędrowcami wydają się powierzchowne, ich motywacje oczywiste, portrety psychologiczne irytująco jednowymiarowe, a przygody i trudy niebezpiecznej podróży aż nazbyt spodziewane.

Przy tym nie mają tu znaczenia kontrowersje wokół książki Sławomira Rawicza "Długi marsz", która stała się kanwą scenariusza. Opublikowana w latach 50. w Londynie powieść polskiego oficera opisująca ucieczkę z sowieckiej niewoli przez dziesięciolecia uchodziła za literaturę faktu (mimo opisu spotkania z parką yeti w Himalajach) i dopiero niedawno zaczęto podważać jej wiarygodność. Jednak pytanie, prawda czy fikcja, ma znaczenie dla historyków, a nie kinowych widzów. Obie mogłyby służyć tak samo dobrze ekranowej wersji losów Rawicza, sycąc naszą narodową dumę, że oto gdzieś w świecie doceniono taki pasjonujący epizod polskiej historii. Nawet jeśli podkoloryzowany w szczegółach, to ujmujący esencję prawdziwych wojennych losów i doświadczenie zsyłki, tułaczki czy potrzebę wolności.

Największym grzechem "Niepokonanych" jest zaskakujący brak dramaturgii – nie sposób odczuwać jakichkolwiek emocji związanych z losem bohaterów. Oni maszerują (długo), my patrzymy i naprawdę nic z tego nie wynika. Kto umrze, kto przeżyje – jest nam wszystko jedno. I tak clou sprowadza się do tego, że długa, ciężka i niebezpieczna droga przed nimi. Gdyby był to dokument albo film przyrodniczy, to w porządku, ale po fabularnym, epickim kinie mamy prawo spodziewać się więcej.

Najciekawszym zabiegiem fabularnym było wprowadzenie do grona męskich uciekinierów postaci kobiecej – młodziutkiej, ale bynajmniej nie naiwnej Ireny (Saoirse Ronan). Jej obecność staje się katalizatorem uczuć i emocji skrywanych dotąd pod maskami twardzieli. To Irenie mężczyźni zwierzają się ze swoich marzeń oraz smutnych historii, których nie opowiedzieli towarzyszom niedoli. I choć każda z tych opowieści ma w sobie duży emocjonalny potencjał, to znów są zbyt blisko kliszy, by mogły naprawdę poruszyć. Zwłaszcza że rozgrywają się wyłącznie w warstwie werbalnej. Kino tego nie lubi.

Trudno zarzucić Peterowi Weirowi brak znajomości kinowego rzemiosła, obsada także wywiązuje się ze swoich zadań w zadowalającym stopniu – może tylko Colin Farrell mówiący po angielsku z czymś, co ma udawać rosyjski akcent, budzi lekki uśmieszek. Ale tatuaż z Leninem i Stalinem na piersiach ma świetny! Jego postać też jako jedyna budzi jakieś emocje w widzu. Jest bowiem, choć przerysowana, także niejednoznaczna, odsłaniająca w niespodziewanym momencie drugie dno. Reszta towarzyszy niczym nas nie zaskoczy.

NIEPOKONANI | USA 2010 | reżyseria: Peter Weir | obsada: Jim Sturgess, Ed Harris, Colin Farrell | dystrybucja: Monolith | czas: 133 min