Odwołując się do kanonów europejskiego i amerykańskiego musicalu, francuskiej farsy i telewizyjnego sitcomu, Ozon tworzy błyszczące lakierem do włosów i szeleszczące poliestrem widowisko osadzone w końcu lat 70. Catherine Deneuve wciela się w postać pani Pujol, szacownej matrony, małżonki lokalnego fabrykanta (Fabrice Luchini). Odpowiadające patriarchalnemu modelowi małżeństwo Suzanne i Roberta opiera się burzom i trwa jak skała pośród wzburzonych fal, gdyż jej pogoda i mądrość równoważą jego sangwiniczne napady i skoki w bok. Choć w oczach świata, a także dorosłych dzieci Laurenta i Joelle, matka uchodzi za nudną kurę domową o iście kurzym rozumku. Farsowy rozwój akcji pozwoli ujawnić, jak bardzo wszyscy się mylą w ocenie pani Pujol.

Kiedy pan Pujol ulega atakowi serca, jego małżonka musi przejąć stery odziedziczonej po ojcu fabryki parasoli. Moment jest szczególnie niekorzystny, gdyż wieloletnie zaniedbania i arogancja Roberta doprowadziły robotników do gwałtownych strajków. Jednak Suzanne cała w bistorach, falbankach, biżuterii i z kunsztownie ułożonymi włosami ujawnia nieoczekiwanie zupełnie nową twarz – naturalnego lidera. Zawiązuje pakt z lokalnym trybunem ludowym i ekskochankiem Babinem (Gérard Depardieu), wciąga swoje niezbyt zadowolone z życia dzieci we wspólne zarządzanie fabryką – przywilej, którego papa stanowczo im odmawiał – oraz wyznacza horyzonty dalszego rozwoju przedsiębiorstwa. Zyskując przy tym oddanie i lojalność swoich pracowników, zwłaszcza kobiet zachwyconych nowym modelem zarządzania.

Wbrew pozorom to jeszcze nie jest happy end, a madame Pujol będzie miała okazję udowodnić, jak bardzo odbiega od stereotypu nudnej gospodyni. Zwłaszcza że gdy raz poczuje wiatr w żaglach, nie da się z powrotem zagonić do kuchni.

Ta przemiana w świadomości kobiet jest centralnym tematem filmu Ozona. Feministyczna rewolucja jawi się tu dodatkowo jako warunek konieczny dla dalszego wyzwolenia mniejszości seksualnych: syn pani Pujol dopiero pod wpływem bezgranicznego podziwu dla odwagi i siły matki zaczyna nieśmiało odkrywać własną tożsamość, oczywiście w ramach możliwości oferowanych przez komediowo-farsową konwencję.


Tu nic bowiem nie jest do końca na poważnie. Od pierwszej seny, w której odziana w czerwony dres Deneuve uprawia poranny jogging, a następnie zażywa relaksu na sielskiej łączce pośród sarenek, ptaszków i kopulujących króliczków, wiemy, że mamy do czynienia z parodią. Kpina ze słynnej sceny z disnejowskiej baśni o Królewnie Śnieżce dobrze ustawia perspektywę: patrzymy na te wydarzenia z dzisiejszej perspektywy i ze świadomością dalszych społecznych przemian, jednak wybieramy spojrzenie przez różowe okulary. Dlatego uzbrojeni w karabiny terroryści z RAF-u pojawią się tylko jako komediowy atrybut w rysunkach wnuczków pani Pujol, a prawdziwe animozje, nienawiść, cierpienia i żale nikomu nie będą tu psuły humoru.

Także czytelne nawiązanie do musicalu Jacques’a Demy’ego "Parasolki z Cherbourga", w którym młodziutka Deneuve zagrała jedną ze swoich pierwszych ról, wpisuje film Ozona w tradycję zawoalowanego dyskursu społecznego. Tam tematem było małżeństwo z rozsądku w obliczu politycznych zawirowań (wojna w Algierii) i wciąż żywych mieszczańskich konwenansów. Tu mamy ostateczną śmierć tamtego patriarchalnego świata – dorosła wersja bohaterki słynnego musicalu dokonuje jego skutecznej dekonstrukcji. Mądrzejsza i silniejsza o dziesięciolecia doświadczeń potrafi rozsadzić swoje więzienie od środka, nie rezygnując grzecznościowych form i nie zdejmując eleganckich rękawiczek.

"Żona doskonała" jest kunsztownym cackiem i przyjemnym, wciągającym widowiskiem. Ozon lubi i umie bawić się formą retro, czego dał wyraz chociażby w "Ośmiu kobietach". Ja jednak wolę innego Ozona – tego poważnego, mówiącego o emocjach, jak w "Kroplach wody na rozpalonych kamieniach" czy "5 x 2". Na taki film czekam.

ŻONA DOSKONAŁA | Francja 2010 | reżyseria: Francois Ozon | dystrybucja: Gutek Film | czas: 103 min