Dziennik.plRecenzje

Niedziela, 27 maja 2012

Imieniny: Jana, Juliusza, Radowita

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 21°C

Tu nie będzie rewolucji

2011-03-25 | Ostatnia aktualizacja: 22:39 | Komentarze: 0 | skomentuj
"Made in Poland" Przemysława Wojcieszka

"Made in Poland" Przemysława Wojcieszka / Materiały prasowe

Bohaterem "Made in Poland" Przemysława Wojcieszka jest pechowy rebeliant z blokowiska. Tekst, po raz pierwszy zrealizowany kilka lat temu w teatrze, zmienił znaczenie. Nie jest już historią o buncie, ale o samotnym chłopaku bez wiary.

Pogoda

POLSKA

Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Rozumiem powody, dla których Przemysław Wojcieszek chciał wrócić do "Made in Poland" i zrobić z tej sztuki teatralnej pełnometrażowy film fabularny. Mało kto wie, że opowieść o Bogusiu – pechowym rebeliancie z blokowiska – była najpierw scenariuszem (1999), dopiero potem reżyser przepisał ją dla Teatru Modrzejewskiej z Legnicy (2004). Bo nie wierzył, że będzie z tego dobre kino, i nie sądził, że znajdzie pieniądze na realizację.

Premiera spektaklu odbyła się w zaadaptowanej z osiedlowego supermarketu Scenie na Piekarach. Wojcieszek dostał za nią Paszport Polityki i przepustkę na stołeczne sceny. Sukces debiutanckiego "Made in Poland" pozwolił reżyserowi zbudować sobie reputację twórcy niepokornego, który zawsze szuka w teatrze optymistycznego akordu, wielbi swoich bohaterów – nieudaczników z Polski B.

Legnickie przedstawienie nie chciało być afirmacją jakiegokolwiek antysystemowego buntu, ale precyzyjnie odpowiadało na pytanie, dlaczego znów "tu nie będzie rewolucji", i było wiarygodnym zapisem świadomości naszego społeczeństwa u schyłku rządów SLD. Eryk Lubos, grający poczciwego w gruncie rzeczy skinheada Bogusia, który wytatuował sobie na czole napis "fuck off", krzyczał na widzów tak, jakby raz na zawsze puściła w nim tama gniewu.

Wojcieszek niby był zadowolony z telewizyjnej rejestracji "Made in Poland" dla TVP Kultura, ale w 2008 roku z powrotem stanął za kamerą. Filmową wersję skręcił w dwa lipcowe tygodnie. Oglądając dziś końcowy efekt, trudno się oprzeć wrażeniu, że to wyłącznie nostalgiczny powrót reżysera do punktu startu, swoiste postscriptum do własnego spektaklu, a nie samoistne dzieło. Próba przyjrzenia się temu, co go kiedyś w Polsce i w sobie samym wkurzało. Wojcieszek patrzy na swego bohatera i zastanawia się, dlaczego jego czas minął, czy w ogóle tamten bunt był prawdziwy i potrzebny.

Łukasz Drewniak
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najnowsze wideo

    Najczęściej komentowane

    «