Odczytać Bruegla na nowo
Oglądając "Młyn i krzyż" Lecha Majewskiego, możemy doświadczać różnych wrażeń – to w dużym stopniu dzieło otwarte, pozostawiające wolność widzowi. Jednak po wyjściu z kina nie mamy wątpliwości, że obcowaliśmy z arcydziełem.
- Charlotte Rampling i Rutger Hauer: "Młyn i krzyż" to rewolucja w kinie
- Charlotte Rampling i Rutger Hauer z wizytą w Warszawie
- "Młyn i krzyż" do oglądania w kinach
- "Młyn i krzyż" z fascynacji Brueglem. Lech Majewski o swoim filmie
- Jak się robi kino w stylu Sundance?
- Lech Majewski ożywia obraz Bruegla
- Z Katowic prosto do Hollywood
- Polscy eksperci o śmierci Chrystusa: Wstrząs, uduszenie lub zawał
- Wszystko, co najważniejsze w polskim filmie 2011!
-
Żywe obrazy z Młyna i krzyża
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Reżyser Lech Majewski dokonuje zamachu na przyzwyczajenia współczesnego widza. Nie tylko dlatego, że jego film pozbawiony jest konwencjonalnie pojmowanej akcji i balansuje na pograniczu kina i wizualnego eksperymentu. Majewski zmusza nas do wejścia w obraz Pietera Bruegla – zarówno w sensie literalnym, jak i metaforycznym. Intensywne obcowanie z dziełem starego mistrza, nawet za pośrednictwem ekranu, wymaga zaś otwarcia się na głębszy wymiar sztuki – a to doświadczenie rzadko oferowane przez filmowe produkcje.
Było tak: amerykański historyk i krytyk sztuki Michael F. Gibson obejrzał "Angelusa" – wyreżyserowany przez Majewskiego film o śląskim teozofie i prymitywiście Teofilu Ociepce. Napisał entuzjastyczną recenzję, w której porównał filmowca do Bruegla, i wysłał mu swój esej poświęcony jednemu z obrazów holenderskiego mistrza – "Drodze krzyżowej" z Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Majewski zachwycił się tekstem, rozpoczął własne studia nad obrazem, a w rezultacie zaprosił Gibsona do wspólnego napisania scenariusza, który stał się kanwą "Młyna i krzyża". Ekipa filmowa poświęciła kilka lat na drobiazgowe odtworzenie rzeczywistości starego malowidła. Zdjęcia powstawały w Polsce, Czechach, Austrii i Nowej Zelandii. Zarejestrowany na taśmie materiał poddano następnie skomplikowanej cyfrowej obróbce – w efekcie wyprodukowano tło obrazu, na które rzucono postaci aktorów. Michael York zagrał mecenasa sztuki i przyjaciela malarza Nicholasa Jonghelincka, któremu artysta objaśnia w filmie swoje dzieło. Charlotte Rampling wcieliła się w namalowaną przez Bruegla bolejącą pod krzyżem Marię.
Słynni aktorzy od dawna chcieli współpracować z Majewskim, więc chętnie zaangażowali się w ten nietypowy projekt wymagający od nich budowania roli praktycznie z niczego, tylko na bazie kostiumu i poetyzujących monologów napisanych przez Gibsona. Trudniej było się przebić przez hollywoodzkich agentów Rutgera Hauera, którego reżyser upatrzył sobie jako odtwórcę roli Bruegla, bazując na podobieństwie do jedynego znanego autoportretu malarza. Pomógł przypadek – pochodzący z Holandii amerykański gwiazdor miał w swoim dziecinnym pokoju reprodukcję "Drogi krzyżowej"... Do tego dziesiątki statystów, kostiumów, scenografii, zwierząt i namalowany około 1564 roku obraz staje przed naszymi oczami jak żywy. Moc emanująca z ekranu jest niewiarygodna. Estetyka renesansowego malarstwa, podrasowana współczesną techniką, działa wprost obezwładniająco – takiego piękna i precyzji nie ogląda się na co dzień.



















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!