Głośne milczenie Warlikowskiego
Poetycki film Łukasza Barczyka "Italiani" demonstruje światu czterdziestokilkuletniego aktora debiutanta – Krzysztofa Warlikowskiego.
- "Teatr Polski w Moskwie" na Festiwalu Teatralnym Złota Maska
- Sezon na Złote Niedźwiedzie
- Odeszli marzyciele, w lewo zwrot. Dekada teatru
- Niemiecka premiera "Tramwaju" Warlikowskiego
- Jacka Poniedziałka "Wyjście z cienia"
- Stanisława Celińska: Scena mnie chroni
- Warlikowski: Szekspir był rewolucjonistą
- Śmierć wielkiego mitu Teatru Rozmaitości
- Steven Spielberg nawiązał kontakt z obcym
- Zdobywca Oscara nie będzie wampirem
- Wszystko, co nas dzieli
- Mamy pryszcze, nikt nas nie kocha
- Seks jako strategia przetrwania
- Hiszpania jako cyrkowa arena
- Minister kultury odznaczył ludzi teatru medalami Gloria Artis
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zafascynowany osobowością reżysera Barczyk namówił go do przekroczenia granicy. Warlikowski nigdy dotąd nie myślał o sobie jako aktorze. Zagrał w swoich przedstawieniach tylko dwa razy. Podczas gościnnych pokazów "Dybuka" w Berlinie Stanisława Celińska źle się poczuła. Niemcy zawieźli ją na pogotowie, szpital mimo protestów aktorki zabronił jej opuścić oddział. Nie było rady, ktoś musiał Celińską zastąpić. Warlikowski wziął tekst jej roli i wyszedł na scenę. Część jej kwestii przeczytał, część odegrał w swoim prywatnym ubraniu. Był jak kolejny dybuk, obserwator i uczestnik rytuału spotkania dwóch światów, widzialnego i niewidzialnego. Ci, którzy to widzieli, opowiadali, że to było najlepsze przedstawienie "Dybuka".
Drugim razem podczas paryskiego występu zastąpił starszą izraelską aktorkę – nie dała rady wyjść do sceny, w której grupa kobiet reprezentujących pięć generacji z domu Lei przegląda się w lustrach i widzi duchy jeszcze innych pokoleń. Warlikowski znów bez kostiumu usiadł przed teatralną toaletką z lustrem i zaczął nakładać makijaż.
Ale to były tylko aktorskie szkice, pośpieszne improwizacje. Prawdziwy eksperyment zaczął się tak: poznana gdzieś we Włoszech Donatella Raugei, właścicielka posiadłości agroturystycznej w Toskanii, zaprosiła Warlikowskiego, Jacka Poniedziałka, Małgorzatę Szczęśniak, Thomasa Schweiberera i Renatę Jett na wakacje. Przypadkiem dołączyli do nich Łukasz Barczyk i jego żona, operator Karina Kleszczewska. Dom Raugei w wiosce Montebamboli to renesansowa willa, letni pałac z czerwonymi murami, opleciony bluszczem, pełen mroku, spokoju i tajemnicy.
Barczyk i Warlikowski oszaleli na punkcie tego miejsca, Kleszczewska wyjęła cyfrową kamerę i zaczęli kręcić. Grupa przyjaciół zamieniła się w aktorów. Scenariusz narodził się z rozmów, z szukania wspólnego tematu, który podpowiadało to miejsce. Jako że Warlikowski rozpoczął dojrzały okres swojej twórczości ekshibicjonistycznym i autobiograficznym "Hamletem"w warszawskich Rozmaitościach (1999), a Barczyk swojego telewizyjnego "Hamleta' (2004) kręcił w Kopalni Soli w Wieliczce, połączył ich "Hamlet piemoncki" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!