Pierwsza wojna światowa nie została zmitologizowana przez kino. Najpierw było za wcześnie – medium dopiero raczkowało, potem za późno: w pierwszej kolejności trzeba było próbować opisać świeżą tragedię – faszyzm, Holokaust, obozy zagłady. Tym większe brawa należą się Januszowi Majewskiemu, który w "Lekcji martwego języka" przekonująco odmalował klimat wcześniejszego okresu.

Z filmoznawczego punktu widzenia "Lekcja..." to także wzorcowa adaptacja literacka. Majewski, sięgając po powieść Andrzeja Kuśniewicza, nie tylko zachował większość wątków i uzyskał dla nich perfekcyjne obrazowe ekwiwalenty, ale zadbał również o integralność przesłania Kuśniewicza piszącego o tym, że wojna to przede wszystkim stan ducha.

W uwodzących zdjęciach przedwcześnie zmarłego wybitnego polskiego operatora Zygmunta Samosiuka przeglądał się klimat dwóch epok. Akcja filmu nie rozgrywa się wprawdzie w Wiedniu czy w Paryżu, ale nawet w zapuszczonej Galicji, w ostatnich miesiącach działań wojennych, czuło się, że to już kres. Finał działań wojennych oznaczał przesilenie dotychczasowego stylu życia, przyzwyczajeń, stosunków. Austro-Węgry z pełną groteskowych symboli przesadą, narkotykowymi odlotami, dekadencją i artystowskim spleenem walkowerem ustępowały miejsca razowej codzienności. "Za chwilę nastąpi zapach prochu i krwi, prawdziwe cierpienie i prawdziwa śmierć" – mówił w wywiadzie Janusz Majewski.

"Lekcja martwego języka" nie od razu została doceniona. Na Festiwalu Polskich Filmów w Gdańsku nagrodzono jedynie muzykę Andrzeja Kurylewicza. Dzisiaj film Majewskiego, w którym rolę życia zagrał Olgierd Łukaszewicz, zasłużenie zalicza się do szczytowych osiągnięć polskiego kina lat 70. ubiegłego wieku.

LEKCJA MARTWEGO JĘZYKA | Polska 1979 | reżyseria: Janusz Majewski | dystrybucja: Galapagos