Edynburg, koniec lat 50. ubiegłego wieku. Staroświecki magik Tatischeff nie nadąża za modami. Jego czas się skończył, magia przestała działać. Iluzjonista postanawia jednak raz jeszcze podjąć walkę z losem. Pakując mizerny dobytek, rusza do miejsc, w których – być może – zostanie doceniony.

Co prawda, nigdzie nie usłyszy wielkich braw, ale za to pozna podobną do niego, zagubioną w rzeczywistości dziewczynkę, dla której magiczna feeria "iluzjonisty" będzie prawdziwa. Alice wymarzy sobie, że staromodny pan odczaruje jej smutne życie. Wyczaruje szczęście.

Kino głównego nurtu przyzwyczaiło nas, że w pokazywanie bliskiej relacji dojrzałego mężczyzny i kilkunastoletniej dziewczynki zawsze, wcześniej czy później, będzie musiała wkraść się nutka perwersji. Chomet unika tego typu skojarzeń. Tatischeff jest dla Alice kimś w rodzaju dziadka. Pielęgnuje jej dojrzałość emocjonalną, a nie erotyzm.

Poznając swojego mentora, wierzy jeszcze w bajki, wydaje się jej, że wystarczy odpowiednio strzelić palcem, aby wyczarować upragniony przedmiot albo dobry los. Iluzjonista Tatischeff pozbawi jej tej pięknej, dziecinnej ułudy. Na kartce papieru napisze: "Magia nie istnieje". Alice, która w międzyczasie z brzydkiego kaczątka przemieni się w pięknego łabędzia i po raz pierwszy zakocha, zrozumie, że będzie musiała samodzielnie podejmować decyzje. Dostała od "Iluzjonisty" najważniejszą lekcję: Wszyscy jesteśmy czarodziejami.

Film Chometa jest nie tylko mądry, ale także znakomicie skonstruowany i narysowany. Zwracają uwagę detale. Z pietyzmem wyrysowana atmosfera uliczek, szkockich pubów i trotuarów. Autor nominowanego do Oscara "Tria z Belleville" jest również socjologiem. Na drugim planie pokazuje, jak zmieniają się mody i rzeczywistość. Wczorajsi idole – w rodzaju Tatischeffa czy biuściastej parodii wagnerowskiej śpiewaczki, ustępują miejsca żywiołowi rock’n’rolla uosabianemu przez formację o nazwie Billy Boy and the Britoons. Przejmującą sceną jest występ Tatischeffa w wypełnionym szkockim pubie. To ważny wieczór dla lokalnej społeczności. Tego wieczoru ma zostać wprowadzona elektryczność. Występ iluzjonisty mieszkańcy wioski oglądają z rosnącym zniecierpliwieniem. Anemiczne oklaski uprzedzają moment, w którym po raz pierwszy zapali się sztuczne światło, zostanie uruchomiona grająca szafa. Wszyscy ruszą na parkiet. Tylko jeden Tatischeff pozostanie na swoim miejscu. Smutny, opuszczony, osobny.


Dla kinomanów podróż z Chometem ma jeszcze jeden pozawerbalny wymiar. "Iluzjonista" jest przedłużeniem filmowego życia Jacques’a Tati. To wręcz sformułowany wprost hołd dla jego kina. Chomet, który już do "Tria z Belleville" wkopiował fragmenty "Dnia świątecznego" Jacques’a Tati, dzięki córce zmarłego w 1982 roku reżysera wszedł w posiadanie autorskiego scenariusza reżysera i postanowił przenieść go do kina. Miejsce akcji zmienił z Pragi na Edynburg, ale za to nazwał tytułowego bohatera Tatischeffem (tak brzmiało prawdziwe nazwisko Tati), a w fabularny tok wplótł cytaty filmów z panem Hulot. W ten sposób oddał podwójny hołd wielkiemu magikowi kina. "Gdyby nie filmy Jacques’a Tati, nigdy nie zostałbym reżyserem" – podkreślał w niedawnym wywiadzie udzielonym kanałowi ARTE.

Sam Chomet jest zresztą postacią bardzo ciekawą i wartą poznania. Zaczynał od komiksów – sukcesem Chometa była zwłaszcza trawestacja debiutanckiej powieści Victora Hugo "Bug-Jargal" – zatytułowana "Brzydki, biedny i chory". W 1998 roku nakręcił pierwszy film – nominowaną do Oscara "Starszą panią i gołębie", dowcipną wariację o wychudzonym żandarmie, który zazdroszcząc sytym gołębiom stale dokarmianym przez tytułową starszą panią stara się wejść w ich skórę. Kolejny film Chometa, znane również z polskich ekranów "Trio z Belleville", był już międzynarodowym sukcesem, a postaci kolarza Championa, jego babci oraz tytułowego tria śpiewaków na trwałe weszły do kanonu najciekawszych postaci animowanych współczesnego kina.

Kiedy w jednej z najważniejszych scen "Iluzjonisty" Alice patrzy przez okno i uśmiecha się na widok wirującego puchu ulatującego z przypadkowo rozprutej poduszki, wydaje się jej, że to śnieg. Alice uśmiechnie się do własnego wmówienia. Śnieg może przecież padać codziennie.

ILUZJONISTA | Francja, Wielka Brytania 2010 | reżyseria: Sylvain Chomet | dystrybucja: Hagi | czas: 90 min