Mozaikowa opowieść reżysera "Historii kuchennych" rozgrywa się w małym norweskim miasteczku, zasypanym śniegiem i oświetlonym świątecznymi lampkami. W takiej scenerii przeplatają się losy mniej lub bardziej szczęśliwych bohaterów. W wigilijną noc będą poszukiwać bliskości z innymi, walczyć o miłość, czekać na cud lub dokonywać życiowych wyborów.

Mamy pełen przekrój społeczny: smutnego kloszarda, którego nie stać na bilet kolejowy na podróż do domu, zapracowanego doktora, który jedzie odbierać poród w rodzinie emigrantów, nastolatka zakochanego w czarnoskórej muzułmance, 40-latkę oddającą się sypialnianym uciechom z kochankiem i zdesperowanego rozwodnika, który by zobaczyć się z dziećmi w Wigilię, przebiera się za Świętego Mikołaja.


Zmieniają się emocje: od wzruszenia i radości po przejmujący smutek samotności i odrzucenia. Nie zabraknie też kilku okazji do śmiechu, choć jest to humor mocno podbity melancholią. Jednak po reżyserze, który tak jak Bent Hamer potrafi operować najsubtelniejszymi tonami opowieści, można spodziewać się więcej. Nawet jeśli uznać, że świąteczne dekoracje są tylko pretekstem do głębszej opowieści o ludzkiej potrzebie dobra i miłości. Obrazowi Hamera brakuje właśnie głębi, choć są jej na siłę dorabiane pozory.

Prolog rozgrywający się w wojennej Jugosławii i ostatnie sceny, kiedy emigrancka rodzina podziwia cud zorzy polarnej, mają spinać całość filmu niczym klamra. Mają być odniesieniem do poważniejszych tematów niż małe i codzienne ludzkie dramaty rozgrywające się w każdym z sąsiednich domów. Niestety cały ten zamysł trąci fałszem. Wolę, kiedy Hamer koncentruje się na kameralnych opowieściach o zwykłych ludziach, jak uczynił to w "Historiach kuchennych". Tam był zgrzebny urok chropowatej prawdy, tu zwodniczy polor świątecznej kartki z życzeniami. Też ma swój urok, ale mniejszy.

W DRODZE DO DOMU | Niemcy, Norwegia, Szwecja 2010 | reżyseria: Bent Hamer | dystrybucja: Against Gravity | czas: 85 min