Zabrać i bogatym, i biednym
"Robin Hood" Ridleya Scotta jest świetnym widowiskiem. Ale i dowodem, że reżyser myśli już przede wszystkim w kategoriach finansowych, niekoniecznie artystycznych.
- Miłość im wszystko wybaczy
- Wielki gwiazdor palił jak smok!
- Tak Russell Crowe ratuje żonę
- Crowe i DiCaprio gonią terrorystę
- Russell Crowe szeryfem Nottingham
- Ridley Scott ma "Dobry rok"
- Russell Crowe porzuca Hollywood dla dzieci
- Rusza Cannes. "Robin Hood" na otwarcie
- Od dziś w kinach nowy "Robin Hood" - warto
- Tak śpiewa Russell Crowe
- Twardziele czasu nie liczą
- "Stan gry"
- Nowy "Robin Hood" wyjątkowo brutalny
- Najgorętsze premiery filmowe 2010 roku
- Hollywood przerabia Europę
- Powrót legendarnego Robin Hooda
- Magia lasów Sherwood
- Russell Crowe pilnuje superbohaterów
- Eksperyment Ridleya Scotta w Krakowie
- Russell Crowe ojcem Supermana
-
Centurion i parszywa siódemka
- Hanna – nastoletnia zabójczyni
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Gdy kilka lat temu pojawiły się pierwsze informacje, że Ridley Scott przeniesie na ekran opowieść o Robin Hoodzie, zapowiadało się wydarzenie. Podobno reżyser planował przewartościowanie legendy o banicie z Sherwood. Chciał odwrócić role: to Robin miał być tym złym, a szeryf z Nottingham miał stać po stronie sprawiedliwych. Nie wiem, czy wystraszyło się studio, czy jednak Scott stwierdził, że nie podniesie ręki na jedną z największych ikon angielskiej popkultury. A być może doniesienia o wczesnych planach scenariusza należy po prostu włożyć między bajki. Wiem za to, że rezygnując z opowiedzenia legendy o Robinie w tak nieoczywisty sposób, Ridley Scott stracił szansę na nakręcenie wielkiego filmu.
Brytyjczyk i tak zaryzykował, nieco naruszając pomnikowy wizerunek szlachetnego rozbójnika. Robin Hood nie jest tu szlachetnym Robertem Loxleyem, a jedynie żołnierzem armii Ryszarda Lwie Serce. Gdy prawdziwy Loxley zostaje śmiertelnie ranny w walce, prosi Robina o przysługę: zawiezienie jego ojcu miecza, który od lat należał do rodziny. Robin oczywiście się zgadza, po czym – omyłkowo wzięty za Loxleya – musi jeszcze pojechać do Londynu, by zawieźć księciu Janowi wiadomość o śmierci króla. Wplątany w dworskie intrygi wciąż udaje Loxleya – i to za zgodą zarówno jego sędziwego ojca, jak i (choć początkowo niezbyt entuzjastyczną) wdowy po Robercie.
Ridley Scott bynajmniej nie zapomniał, jak się robi fantastyczne, epickie kino. "Robin Hood" jest w pewnym stopniu średniowieczną kalką "Gladiatora", ale to wciąż wciągający, zrealizowany z wielkim rozmachem i dbałością o detale film. Nie zawodzi również obsada – świetnie spisał się zarówno Russell Crowe (choć co prawda tytułowa rola jest dla niego chyba zbyt prosta), jak i partnerujący mu aktorzy: Cate Blanchett, Mark Strong i Max von Sydow.



















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!