Marcin Radomski: „Loveling” opowiada o Irene mieszkającej wraz z mężem i czwórką dzieci w okolicach Rio de Janeiro. Pewnego dnia jeden z synów zostaje zaproszony do profesjonalnej drużyny piłki ręcznej w Niemczech. Rodzina musi podjąć szybką decyzję o wyjeździe. Co zainspirowało Cię do napisania tej opowieści?

Karine Teles: Stworzyłam scenariusz razem z reżyserem filmu Gustavo Pizzim. Oboje opuściliśmy domy w bardzo młodym wieku, aby realizować się zawodowo. W tamtym czasie patrzyliśmy w przyszłość i nie zastanawialiśmy się, co przeżywają nasi rodzice, gdy w wieku 16 czy 17 lat przeprowadziliśmy się do innego miasta. Kiedy teraz sami posiadamy dzieci potrafimy zrozumieć to uczucie i wyobrazić sobie, co matka czuje się w tym trudnym dla niej czasie.

Dla Ciebie ciężkim przeżyciem był rozwód z Gustavo Pizzim w trakcie przygotowań do realizacji filmu.

Byliśmy małżeństwem przez jedenaście lat. To nigdy nie jest łatwy moment, nawet jeśli decyzja jest wspólna. Po pierwszych trudnych miesiącach udało się odzyskać przyjaźń i wrócić do pracy, zarówno w naszej firmie, jak i wychowywania dwóch synów. Podzieliliśmy się opieką i staramy się być częścią życia chłopców. Mieszkając w Brazylii, kraju typu macho, dzieci dorastają najczęściej z ojcem.

Kultura maczyzmu jest nadal niezwykle silna w Twoim kraju. Czy myślisz, że to się zmieni w ciągu najbliższych lat?

To nie tylko brazylijska cecha. Widziałem to zjawisko na całym świecie. Szalona fala odnowy moralnej, która rozgrywa się właśnie w Brazylii, dzieje się także w wielu innych miejscach. Szczęśliwie, w odpowiedzi na ten ruch, jest także fala ruchów społecznych i politycznych, które pchają nas naprzód, zamiast cofać, jak tego pragną konserwatyści. Wierzę, że nie ma mowy o odwrocie. Myślę, że to „ostatni krzyk” starego chciwego i chorego świata, skazanego na śmierć. Gdy patrzę na umiejętności moich dzieci do wyrażania swoich uczucia to napawa mnie nadzieja.

„Loveling” w niezwykle wrażliwy sposób podchodzi do kwestii przeżywania uczuć w brazylijskim społeczeństwie?

To intymny portret rodzinny, ale dowiadujemy się z niego wiele o naszym społeczeństwie i kraju. Nie jest to film o polityce, ale jest bardzo polityczny, w tym sensie, że mówi o niewidocznej warstwie społecznej, opowiada o silnych matkach, które codziennie pracują, by wychowywać przyszłe pokolenia. Odnosi się również do pauperyzacji brazylijskiego społeczeństwa. Przed laty główni bohaterowie wiedli dostatnie życie, a teraz muszą znaleźć nowe sposoby pozwalające utrzymać finansowo rodzinę.

Irene wychowuje dzieci, pomaga siostrze w trudnych relacjach z mężem, stara się okiełznać idealistyczne pomysły męża oraz zwiększyć finanse rodziny. Czy prywatnie zgadzasz się z jej postępowaniem i wspierasz jej codzienną walkę?

Irene jest jedną z miliona kobiet, które muszą codziennie wykonywać mnóstwo zadań i zajmować się bliskimi, a dopiero na końcu myślą o sobie. W większości domów matka spaja miłością relacje rodzinne, stanowi emocjonalne wsparcie i zajmuje się edukacją dzieci. Muszę jednak przyznać, że to powoli się zmienia. Irene jest idealnym przykładem matki posiadającej uniwersalne cechy.

Czy myślałaś o swojej matce pracując nad filmem?

Oczywiście, ale również o matce Gustavo, a także doświadczeniach wielu przyjaciółek. A nawet mojej babci i prababci.

A okres macierzyństwa był dla Ciebie istotny?

Macierzyństwo jest najważniejszym, ale jednocześnie najtrudniejszym i najcudowniejszym okresem w życiu. To najlepsza rzecz, jaka kiedykolwiek wydarzyła się w moim życiu. Uważam, że to samo powie wiele kobiet. Macierzyństwo powinno być wyborem, a nie zobowiązaniem. Nie każda kobieta chce być matką. Ich decyzja powinna zostać uszanowana. Macierzyństwo ma wiele wspólnego z wodą, dlatego pojawia się kilkakrotnie w filmie. Ona bardzo często wiąże się z silną kobiecością.

„Loveling” to właściwie historia dojrzewaniem matki, a nie jej syna. Jak Ty odczytujesz ich relację?

Postanowiliśmy spojrzeć na rytuał przejścia z perspektywy matki. Po odcięciu pępowiny, czyli po porodzie myślimy tylko o dziecku, a przecież matki również odczuwają zupełnie nowe emocje. Zajęło mi trochę czasu przyzwyczajenie się do tego, że dziecko nie jest we mnie, gdy mogłam je chronić i pielęgnować. To bardzo trudny moment. Kiedy dziecko opuszcza dom następuje drugie odcięcie pępowiny. Matka musi poradzić sobie z separacją i sama stać się nową osobą. Wtedy to ona dorasta. Jako matka, która czyni wszystko, co w mojej mocy, aby wychować szczęśliwe i niezależne dzieci czuję, że ta chwila również stanie się punktem zwrotnym w moim życiu.

Jesteś feministką. Co oznacza dla Ciebie kobieca niezależność?

Według mnie każdy powinien być feministą. Niezależność kobiet oznacza wolność każdej z nas. Maczyzm to więzienie zarówno dla mężczyzny, jak i kobiety. Trucizna, która zabija miłość i wolność, tak samo jak rasizm, homofobia i uprzedzenia religijne, aby wymienić kilka strasznych chorób, które musimy wyleczyć.

Zauważasz, że kobiety są teraz silniejsze niż w poprzednich latach?

To się zmienia bardzo powoli. Ewolucja nie jest procesem homogenicznym. Wszystko pozostaje w „szklanych bańkach”, które rozprzestrzeniają się i przekształcają rzeczy wokół nich, ale proces ten dopiero raczkuje. Widzę zmianę w moim otoczeniu, ale mieszkam w wielkim mieście, wśród artystów i myślicieli. Wiem, że moja życiowa przestrzeń nie jest nawet zbliżona do realiów części populacji. Nawet w mojej rodzinie kwestie społeczne i moralne są zróżnicowane. Bardzo dobrze, że coraz więcej kobiet zaczyna mówić stanowczym głosem i staje się bohaterkami filmów, książek i seriali telewizyjnych. Zrobiliśmy mały krok.