Przez pierwsze miesiące po wygranych wyborach PiS nie ingerował w działanie PISF ostatnie kilka miesięcy były jednak coraz cięższe.

- Tak naprawdę, że coś się dzieje widać było od lipca tego roku. Nie było tygodnia by minister Gliński nie wzywał Magdaleny Sroki do siebie. Niby miło na kawę i ciastka, ale z sugestiami, że czas by opuściła stanowisko – mówi nam jeden ze współpracowników PISF i dodaje, że z tygodnia na tydzień atmosfera coraz bardziej się zagęszczała. Tak bardzo, że dziś, czyli w drugą rocznicę powołania Sroki na stanowisko pojawiła się wyraźna sugestia o jej zwolnieniu, choć kadencja szefa PISF zgodnie z ustawą wynosi 5 lat.

O tym, że rządowi zależy na silniejszym wpływie w tym segmencie wiadomo niemal od początku kadencji i zapowiedzi, że potrzebne jest nam kino prezentujące bardziej narodowe oblicze. Pierwsze realne zmiany pojawiły się na początku tego roku. Do zespołów eksperckich oceniających filmy startujące po dotacje od PISF Ministerstwo Kultury (zgodnie z ustawą ma do tego prawo) wprowadziło nowych ekspertów m.in. Rafała Wieczyńskiego (reżysera filmu "Popiełuszko. Wolność jest w nas"), czy Grzegorza Górnego założyciela "Frondy".

Ambicje PISF by silniej działać w kinematografii oddaje też pomysł powołania Polskiego Funduszu Audiowizualnego, czyli nowego tworu dysponującego kwotą 100 mln złotych rocznie na produkcje filmowe. To spora kwota, ale jednak mniejsza niż aktualny budżet PISF, który w 2016 roku na wszystkie swoje Programy Operacyjne, czyli dotacje na konkretne filmy przekazał blisko 170 mln zł. Najwięcej z tego, bo 111 mln zł przeznaczono na produkcję filmową w tym 81 mln z fabuły, a blisko 10 mln na dokumenty.

PISF powstał w 2005 roku i został powołany do wsparcia polskiej produkcji filmowej. Od tamtej pory liczba filmów produkowanych w Polsce wzrosła z około 20 rocznie w 2005 roku, do 35 w 2010 roku i ponad 50 w 2016 roku. Rynek jest mocno zaniepokojony zmianami w PISF i liczy raczej na miękki scenariusz, czyli powołanie nowego szefa spośród pracowników Instytutu.