Prezentuje się tu premierowe filmy z Wielkiej Brytanii i najciekawsze produkcje z całego świata a w komitecie honorowym zsiada m.in. Tilda Swinton. Mówi się, ze to najstarszy, regularnie od 1947 roku odbywający się festiwal filmowy na świecie. Właśnie stuknęła mu szacowna 70-tka. Jest wprawdzie rok młodszy od Cannes ale jak wiadomo ten festiwal dwukrotnie odwołano a raz przerwano, zaś metrykalnie najstarsza Wenecja "urodzona" w 1932 roku miała długą przerwę w czasie II wojny światowej. I to właśnie w jubileuszowej edycji edynburskiej imprezy Szkoci postawili na polskie kino, organizując "Focus on Poland", co już samo w sobie świadczy o tym, że oceniają naszą kinematografie bardzo wysoko. Co więcej, nie pamiętam na żadnym innym festiwalu zagranicznym tak reprezentatywnej i tak dużej obecności polskiego kina w ostatnim czasie.

W "Focus on Poland" znalazło się aż dziewięć fabuł. Wśród ich ostatni film Andrzeja Wajdy "Powidoki" oraz "Amok" Katarzyny Adamik, "Zwierzęta" Grzegorza Zglińskiego, "Serce miłości" Łukasza Rondudy, "Szatan kazał tańczyć" Katarzyny Rosłaniec, "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego, "Słońce, to słońce mnie oślepiło" Anki i Wilhelma Sasnalów , "Królewicz Olch" Kuby Czekaja i "13 Summers  Underwater" Wiktorii Szymańskiej. Poza tym dokument Pawła Łozińskiego "Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham" oraz dwa bloki filmów krótkometrażowych ze Szkoły Wajdy (m.in. "Joanna" Anety Kopacz, "Aria Diva" Agnieszki Smoczyńskiej, "Telefono" Marcina Wrony) i shorty ze Studia Munka (np"Więzi" Zofii Kowalewskiej, ""Urban Cowboys" Pawła Ziemilskiego). Jakby tego było mało Rohan Crickmar, programer "Focus on Poland" wygłosił wykład na temat kina polskiego nawiązujący tytułem do "Popiołu i diamentu" Wajdy "Diamonds out of the Ashes: A Brief Survey of Polish Cinema 1946-Present". Z widzami szkockimi spotkali się po projekcjach m.in. Aneta Kopacz, Katarzyna Adamik, Grzegorz Zgliński a o współpracy koproducenckiej rozmawiali producenci polscy i brytyjscy. W warsztatach Student Critics Competition Program uczestniczyły dwie Polki: Joanna Krygier z UJ oraz Adrianna Smyk z UW, zaś jedną z mentorek tych zajęć była niżej podpisana.

Rozmach tej sekcji zaiste imponujący! Kiedy rozmawiałam z Rohanem powiedział, że kluczem wyboru filmów była chęć stworzenia – na pierwszy rzut oka eklektycznego – zestawu oddającego ducha współczesnej polskiej kinematografii, jej wielo pokoleniowości i szerokiej reprezentacji od Wajdy do Czekaja. Dzięki temu zestawowi udało się pokazać ewolucje polskiego kina, jego różne etapy i uwarunkowania historyczno-polityczne by na koniec uzmysłowić Szkotom, jak daleko najmłodsze pokolenia urodzone już po transformacji ustrojowej odeszły od tradycji uwikłań pozaartystycznych. Dla Rohana tacy polscy młodzi reżyserzy, jak Czekaj, Smoczyńska, Rosłaniec to tzw. "Mermaid filmmakers", czyli ludzie poszukujący nowego, oryginalnego języka filmowego, eksperymentujący z formą, podporządkowujący historie stronie wizualnej.

- Mam świadomość, że ich filmy wywołują w Polsce skrajne emocje, ze czasem pod  efektowna i pomysłową stylistyka kryją się dość banalne historie i że na przykład w "Królewiczu Olch" przemiana chłopca w mężczyznę nie jest dostatecznie uzasadniona w scenariuszu ale ja doceniam warsztat filmowy Czekaja – przekonuje Rohan – Widzę jak się rozwija, choćby po "Baby Bumb", gdzie doskonale radzi sobie zarówno z estetyką wideo clipu jak i wtedy gdy ją porzuca w "Królewiczu Olch" na rzecz odniesień symbolicznych. Tutaj styl nie jest czymś, co ilustruje historię ale jest jej esencja. Podobny progres formy widzę także u Kasi Rosłaniec, która od "Galerianek" ciągle doskonali swój filmowy język, szuka nowych możliwości ekspresji. Tego w polskim kinie wcześniej nie było. O "Baby Bump" i Królewiczu Olch" mówi się "Polish Weird" ale na takie kino się chodzi, takie zaciekawia.

Szkotom i Brytyjczykom podobało się także ostatnie dzieło Mistrza Wajdy "Powidoki". W Polsce przyjęte bez entuzjazmu. Nick James krytyk z "Sound And Sight" uważa, że to jeden z najlepszych filmów Wajdy. Nie przeszkadza mu to, że "Powidoki" są filmem w twórczości Wajdy najbardziej chyba antykomunistycznym i że w związku z tym jednoznacznie, od czego wcześniej uciekał, kreśli on portrety działaczy partyjnych. Moich angielskich studentów, uczestników warsztatów pisania recenzji i wywiadów nie irytowało również to, ze warstwa dialogów zbudowana jest z komunistycznych manifestów i fragmentów "Teorii widzenia" Władysława Strzemińskiego. Dla nich ta dosadność i dosłowność była ciekawa, bo jak twierdzili dzięki niej poznali na czym ideologia komunistyczna i teoria unizmu polegała. I to mogę właściwie zrozumieć. Dla Nicka, o pokolenie starszego od naszych studentów komunizm nie jest jednak abstrakcją, choć zna go z daleka. Jednak dla niego ważniejsze od czarno-białego schematyzmu tego filmu jest przesłanie "Powidoków", które zawiera się w przekonaniu, ze najważniejsze to nie uginać się władzy, jakakolwiek by ona nie była i robić swoje pomimo wszystko.

 - Wajda cieszy się zagranicą wielkim uznaniem – dodaje Rohan CrickmarO wiele trudniejszy w odbiorze jest za to Wojciech Smarzowski, choć ja osobiście bardzo go cenię. W przeciwieństwie do Wajdy, który był wielkim polskim patriotą i romantykiem, dokonując przewartościowań wielu polskich mitów narodowych, kino Smarzowskiego, pełne przemocy i okrucieństw jest mizantropiczne i cyniczne. Być może to, że stawia on polska rzeczywistość w negatywnym świetle, wynika z faktu, ze jest z wykształcenia filozofem .Dojrzewał też w innych niż Wajda czasach. Bardzo uważne słucham Samrzowskiego i oglądam wszystkie jego filmy. W Edynburgu pokazujemy "Wołyń". Zależy mi by przełamać hermetyzm wokół kina Smarzowskiego zagranicą. Robi kino o tym, co go boli, trudne w oglądaniu, głębokie, złożone, bolesne. Ludziom Zachodu trudno jest sobie wyobrazić potworności, które naprawdę działy się na Wołyniu.

Kiedy cudzoziemcy oglądają polskie kino czasami brakuje im szerszej perspektywy, maja kłopoty z zanurzeniem historii w kontekście kulturowym , społecznym czy politycznym ale pewnie oni to samo mogliby powiedzieć o nas. Kiedy dyskutowaliśmy ze studentami o filmie Łukasza Rondudy "Serce miłości" to i owszem zauważali, ze to historia destrukcyjnego i niemożliwego związku dwojga artystów we współczesnej Warszawie, ale nie wszyscy dojrzeli to, co pod spodem. Ze to mianowicie przede wszystkim film o narcyźmie naszych czasów, o ucieczce od rzeczywistości przez kreowanie siebie. W polskim wydaniu to film o bardziej drapieżnym przeroście ego, bo to u nas dziś bardziej niż na Zachodzie konsumpcjonizm, który karmi się stwarzaniem sztucznych bytów, przybiera wręcz groteskową postać.

Festiwale otwierają na innych i pozwalają poznawać to, co dla nas nowe, nieznane, a przy okazji pomagają przełamywać stereotypy, wynikające z ignorancji. W Edynburgu obejrzałam niezwykły film amerykańsko--polski "Maya Dardel" w reż. Magdaleny Zyzak i Zacherego Cotlera. Producentem jest Dariusz Jabłoński  i Apple Film. Magdalena Zyzak jest Polką, urodzoną w Zabrzu, która studiowała w LA produkcje filmową i literaturę a w Nowym Jorku kreatywne pisarstwo. W roli głównej w tym filmie zagrała wielka szwedzka i hollywoodzka aktorka Lena Olin.

- Jestem sama pisarką i chciałam zrobić film o tym, jak to jest być pisarzem w XXI wieku w Ameryce, kiedy literatura piękna dawno już przestała być motorem konsumpcyjnej kultury – powiedziała Magdalena – Lena Olin  gra samotna pisarkę, kobietę w średnim wieku, która czuje, że nie ma już dla kogo pisać, tworzyć a pisarz potrzebuje publiczności. Jej Maya jest także kobieta wciąż piękną ale doświadczającą utraty fizycznego powabu. Informuje więc, że zamierza popełnić samobójstwo. Lena, która grała u Bergmana od początku była naszym wyborem numer jeden. Jest wielką aktorka filmową ale i teatralna a więc wiedziała, jak stworzyć fascynujący show nawet wtedy, gdy była sama na ekranie przez długi czas. To że u nas zagrała, to dzięki temu ze jej mąż Lasse Halstrom, szwedzki reżyser dostał od naszego producenta scenariusz. Po pierwszych dwóch stronach lektury, powiedział, że Lena musi to zagrać. Nie wiem, kiedy premiera w Polsce ale póki co w post produkcji jest już kolejny nasz film. Tym razem fabularyzowana biografia epizodu z życia… Hilary Clinton.

I na deser jeszcze jeden" polski" wątek. Gwiazdami tegorocznej edycji festiwalu była hollywoodzka para Kyra Sedgwick i Kevin Bacon. Promowali oni w Szkocji debiut reżyserki Kyry "Story of a Girl" z Kevinem w obsadzie. Kolejna modna w tym roku historia o dojrzewaniu nastolatki i zgubnym wpływie sieci na jej dalsze losy. Nie wiem na ile Kyra zna współczesne polskie kino ale właśnie w nim zadebiutowała w połowie lat 80-tych. Zagrała w koprodukcji amerykańsko-izraelsko-polskiej w filmie "Wojna i miłość" w rez. Moshe Mizrahiego. Zdjęcia realizowane były m.in w Polsce a w obsadzie obok Kyry pojawiły się także m.in Liliana Głąbczyńska, Małgorzata Pieczyńska, Karol Strasburger, Jan Szurmniej. Kyra wcieliła się tam polska Żydówkę Hele, której romans przetrwał całą wojnę i piekło Holocaustu. Mam nadzieje, że Kyra ma do Polski i do naszego kina spory sentyment. I pewnie nie tylko ona jedna. Lena Olin także.

70 Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Edynburgu (21.06-2.07.2017)