To nie jest kraj dla starych kobiet - tak można byłoby zawołać trawestując braci Coen po obejrzeniu „Pokotu”. Polska, tak jak Ameryka pewnie nie jest krajem dla starych ludzi, ale dla starych kobiet to już na pewno. Zwłaszcza dla takich, które nie boją się mówić, co myślą i kiedy trzeba biorą sprawy w swoje ręce. Metodami iście makiawelliczymi. Tymczasem nie ma takiej racji, w imię której wolno zabijać za karę. Obojętne: ludzi czy zwierzęta. Taka konkluzja pojawiła się na dzisiejszej konferencji prasowej w Berlinie w związku ze światową premierą najnowszego filmu Agnieszki Holland.  Razem z nią na spotkanie z dziennikarzami przybyli: Olga Tokarczuk, na podstawie której powieści „ Prowadź swój pług przez kości umarłych” powstał scenariusz oraz Agnieszka Mandat, odtwórczyni głównej bohaterki Janiny Duszejko a także aktorzy Borys Szyc, Jakub Gierszał i producent Krzysztof Zanussi.

Powiedzieć, że jesteśmy w Berlinie to za mało. Polskie filmy już od kilku lat znaleźć można w każdej festiwalowej sekcji, a przez trzy ostatnie lata regularnie nasze tytuły walczą w konkursie głównym o Złotego Niedźwiedzia. Na równych prawach z filmowcami z całego świata. I z sukcesami, ze przypomnę „Body/CialoMałgorzaty Szumowskiej oraz „Zjednoczone stany miłościTomasza Wasilewskiego. W tym roku trzymamy kciuki za „PokotAgnieszki Holland, który do polskich kin trafi już 24 lutego. To, mówiąc w wielkim skrócie historia emerytowanej, samotnej inżynier Janiny Duszejko, która osiedla się wśród lasów Kotliny Kłodzkiej i jest zadeklarowaną przeciwniczka polowań i kłusownictwa. Jej protesty i walka o prawa zwierząt, postrzeganych jako istoty czujące nie przynosi efektów. Policja zaczyna się interesować problemem dopiero wtedy gdy na jaw wychodzą morderstwa popełniane na tych, którzy zwierzęta zabijają.

Podczas konferencji któryś z zagranicznych dziennikarzy zapytał o związek niezwykłych, mrocznych nieco i bardzo malowniczych pejzaży Kotliny Kłodzkiej z ideą filmu, który Agnieszka Holland określiła jako anarchistyczno-feministyczno-ekologiczny thriller z elementami czarnego humoru.

- Kotlina Kłodzka to jest taka trochę ziemia niczyja – tłumaczyła reżyserka - Tak jak zwierzęta nie maja ojczyzny, tak i ten region Polski pozostaje symbolicznie nieokreślony. Jest tutaj jakiś element obcości, którego Polska nigdy nie oswoiła. Dlatego bohaterowie filmu Dobra Nowina, Duszejko się dobrze się tutaj czują bo nie muszą udowadniać, że mają prawa do życia.

- Jestem szczęśliwa, że Kotlina Kłodzka zaistniała na ekranie w tak spektakularny sposób – dodała Olga Tokarczuk - Ten teren przypomina nam, że jesteśmy w środku Europy. Po układzie w Jałcie ten obszar wszedł do Polski. Wcześniej był on czeski, potem niemiecki. Jest więc esencją współczesnej Europy. Wnosi wrażliwość Europy środkowej. Fakt, że to jest zapomniane miejsce, o którym może nie wszyscy Niemcy wiedzą, wskazuje na symboliczne zapominanie, zaniedbywanie kwestii zwierząt. A nasi bracia mniejsi to przecież metafora najsłabszych, bezbronnych i tych którzy nie maja głosu.

Nie uszło uwagi zagranicznych mediów, że „Pokot” to kolejny w konkursie tegorocznego Berlinale, obok węgierskiego filmu „On Body and Soul” w reżyserii Ildiko Enyedi obraz który porusza temat mordowania zwierząt i tego jaki ten proceder ma wpływ na zachowania ludzi, ich wrażliwość i mentalność. Zdaniem Agnieszki Holland to być może nie przypadek ale znak czasu. Oba filmy pochodzą z postkomunistycznych krajów, w których rządy zmierzają w stronę autokratyzmu. Także na Węgrzech kilka lat temu zrealizowany został „Biały BógKornela Mundruczo, w którym bezpańskie psy, główni bohaterowie filmu staja się metaforą godności i wrażliwości i praw najsłabszych. We wszystkich tych filmach mamy do czynienia ze zderzaniem się dwóch mentalności, z których jedna chce podporządkować sobie kobiety, niepełnosprawnych, gejów, zwierzęta, nie respektując ich praw a na tym przede wszystkim polega demokracja. To samo zresztą zaczyna się dziać także w USA, gdzie nowa administracja Trumpa uderza w kobiety i w środowisko naturalne. Z pewnością „Pokot” w momencie powstawania kilka lat temu apelować miał do poszerzania naszej wrażliwości a dziś odczytywany jest inaczej, przez pryzmat polityki i komentarzy, które dopisało życie a które trudno było przewidzieć.

- Kiedy pisałam książkę to wybrałam temat polowań myśliwskich bo wydawało mi się to bardziej spektakularne – przekonywała Olga Tokarczuk - To charakterystyczne, ze każda władza w Polsce, nieważne czy ta komunistyczna czy ta po 1989 podejmuje mnóstwo decyzji politycznych właśnie na polowaniach. Jest jakiś związek miedzy arogancją władzy a aktami polowania.

Zdaniem Agnieszki Holland myślistwo to pewna metafora. Nie chodzi o tradycję zdobywania żywności ale o moment, w którym zabijanie staje się hobby, co świadczy o mentalności trudnej do zaakceptowania. Według reżyserki to zajęcie wyłącznie męskie a co gorsza zgodnie z nowymi przepisami prawnymi zaprasza się na polowania także dzieci, by przekazywać im te tradycje. Mnie w tym momencie przypomniał się inny film o polowaniach: „SafariUlricha Seidla, które staje się rodzajem rozrywki i nowej wypełniającej życiowa pustkę – ekscytacji, pozbawionych refleksji bogatych Austriaków.

Trzymamy kciuki także za inne polskie lub powstałe w koprodukcji tytuły. A jest ich niemało. W tym roku o statuetkę Złotego Niedźwiedzia w kategorii shortów walczyć będzie także „Miss HolocaustMichaliny Musielak. Berlińska publiczność zobaczy także w konkursie filmów dla młodzieży „Generation” nowy film Kuby CzekajaKrólewicz Olch” oraz brytyjski obraz polskiego reżysera Rafała KapelińskiegoButterfly Kisses”. W kategorii „Forum Expanded” prezentowane będzie „Serce miłości-Directors CutŁukasza Rondudy. Dwa lata temu jego i Macieja Sobieszczańskiego wspólny debiut „Performer” otrzymał nagrodę Think Award na Berlinale. Jakby tego było mało, Polska jest także koproducentem filmów „The Trial: The State of Russia vs Oleg SentsowAskolda Kurowa, „TiereGrzegorza Zglińskiego oraz „RudzienkoSharon Lockhart.

W programie „Retrospektywa” przypomniano filmy Piotra SzulkinaObi, o-ba:Koniec cywilizacji” z 1985 roku, „Na Srebrnym GlobieAndrzeja Żuławskiego z 1988 roku a także „Test pilota Pirxa” w reżyserii Marka Pierstraka z 1978 roku.

I last but not least. W prestiżowym programie “Shooting Star” udział bierze Zofia Wichłacz („Miasto 44”, „Powidoki”, „Zgoda”, „Amok”). To wspaniała promocja najbardziej obiecujących europejskich młodych aktorek i aktorów. Coś w rodzaju Balu Debiutantek i Debiutantów, wprowadzającego na europejskie filmowe salony. W poprzednich latach wyróżniono w ten sposób Agnieszkę Grochowską, Agatę Buzek, Jakuba Gierszała i Mateusza Kościukiewicza. Program obejmuje spotkania z przedstawicielami branży filmowej z całego świata, szefami castingów oraz z dziennikarzami i publicznością. Właśnie w Berlinie przed laty w taki sposób wystartowały uznane dziś gwiazdy: Rachel Weisz, Franka Potente, Daniel Craig, Daniel Bruhl.

Polskie kino nie tylko się ogląda. Coraz więcej się o nim także mówi i pisze. W najbardziej prestiżowych magazynach. W najnowszym wydaniu „Variety” berliński widz znajdzie obszerna część poświęconą polskiemu kinu. Leo Barraclough pisze wprost o rosnącym międzynarodowym znaczeniu zwłaszcza młodej generacji polskich filmowców, wymieniając takie nazwiska, jak Agnieszka Smoczyńska, Jan Matuszyński, Kuba Czekaj, Maciej Pieprzyca, Bartosz M. Kowalski czy Michał Marczak. Powołując się na opinie m.in. Agnieszki Holland i Pawła Pawlikowskiego „Variety” podkreśla, że najmłodsze polskie kino odcina się od polityki, historii, spraw społecznych zmierzając w stronę obrazów bardzo osobistych, opowiadających o poczuciu samotności, potrzebie miłości, bezinteresownej przyjaźni, dysfunkcjonalności rodziny, wchodzeniu w dorosłość. Młodzi filmowcy poszukują przy tym nowoczesnych form narracji i obrazowania. Eksperymentują z językiem i stroną wizualna. Ich filmy staja się uniwersalne i zrozumiałe także poza polskim kontekstem, czy wyraźnie różnią się od mocno zaangażowanych politycznie filmów starszego pokolenia.

Will Tizard w tym samym „Variety” uczula światowa branże filmowa na najnowsze polskie filmy, niekoniecznie najmłodszych reżyserów, które jednak koniecznie trzeba zobaczyć, wymieniając na przykład nowe obrazy Urszuli Antoniak („Beyond Words”), Macieja Sobieszczańskiego („Zgoda”), Łukasza Palkowskiego („Double Iron Man”), Małgorzaty Szumowskiej („Face”) , Agnieszki Smoczyńskiej ("The Fugue”) czy Doroty Kędzierzawskiej („Speedway”). Jednocześnie nie brakuje w tych publikacjach pytań o rolę polityki w kształtowaniu oblicza polskiej kinematografii, cenzurę i niezależność artystycznych wypowiedzi.