"Las, 4 rano" to opowieść o mężczyźnie, który wydaje się królem życia - ma pieniądze, władzę, kobiety i narkotyki. Niespodziewanie znika, porzucając kierowniczą pracę w korporacji. Ponownie spotykamy go kilka lat później - w lesie, o czwartej rano. Forst jest na wpół zdziczałym dziadem leśnym, który mieszka w wybudowanej przez siebie ziemiance i żywi się mięsem upolowanej zwierzyny - dopóki nie poznaje 13-letniej Jadzi, uciekinierki z domu dziecka, która zmusza go, aby zmienił swoje życie.

"Forst to człowiek pokłócony z życiem, który ucieka do lasu w nadziei, że tam spotka się ze sobą lepiej, niż w miejskiej rzeczywistości" - powiedział Jan Jakub Kolski. "Bohater, podobnie jak biblijny Hiob, jest miażdżony przez życie" - dodał reżyser, który film przeplatany cytatami z biblijnej księgi zadedykował Zuzi, swojej córce, która zginęła kilka lat temu w wypadku samochodowym.

"Nie wiem, czy da się uciec od nieszczęścia. Najpewniej nie. Wiem jednak, że da się podzielić bólem. Pod warunkiem, że ten transport nie jest wyspekulowany; że dedykacja terapeutyczna nie jest wpisana w naturę projektu, który się przygotowuje. Zmierzając ku temu filmowi nie odważyłbym się wyobrazić sobie, że oto zrobienie tego filmu, doprowadzenie do jego realizacji, a potem bycie z nim, to będzie element procesu terapeutycznego, który mógłby mnie postawić na nogi" - wyjaśniał Kolski po poniedziałkowym pokazie edukacyjnym w kinie Atlantic, na który zaproszeni byli warszawscy nauczyciele i uczniowie.

"Na ekranie widać rachubę. Bezinteresowność to żywioł tylko teoretyczny(...). Przemożność w potrzebie zrobienia filmu - to porządek, który umiem przypisać sobie. W efekcie ulga. Nigdy bym nie pomyślał, gdy zabierałem się do filmu, że taka będzie jego dedykacja" - podkreślił.

Scenariusz do filmu powstał na podstawie książki reżysera pod tym samym tytułem. Nie jest to jednak bezpośrednia adaptacja; film jest jedynie inspirowany powieścią. "Z ducha to są te same rzeczy, z litery rzeczy różne. W obu dziełach powtarzają się główne motywy bohatera. Wprost z książki pochodzi też np. z pozoru odczłowieczająca potrzeba Forsta, by zakopywać się pod ziemią i przemożna obecność przyrody, która jest nie tylko tłem" - dodał Kolski.

Odtwórcą głównej roli w produkcji jest długo niewidziany na dużym ekranie Krzysztof Majchrzak - także współautor scenariusza - bez którego udziału, jak zastrzegł Kolski, ten film by nie powstał. "Nie miałem planu robić tego filmu, gdyby Krzysztof się nie zgodził" - powiedział reżyser. "Nie da się wyliczyć tego, ile Majchrzak dał Forstowi. Krzysztof przyszedł do filmu z tym wszystkim, kim jest i co tak trudno w istocie opisać. (...) Obdarował tę postać jednocześnie hojnością, małostkowością, rozumem, bezrozumnością, dynamiką i statyką. Tym wszystkim, kim jest w wielu mieszkających w nim sprzecznościach" - dodał.

W rolę Naty, ulicznicy bliskiej sercu Forsta, wcieliła się Olga Bołądź. Trzynastoletnią Jadzię zagrała, znana z filmu "Serce, serduszko" Kolskiego, nastoletnia Maria Blandzi, którą rola - jak powiedziała PAP - nauczyła m.in. wytrwałości, pracy w ekstremalnych warunkach i świadomości, że ze wszystkim jest w stanie sobie poradzić.

Film znalazł się m.in. w konkursie głównym zeszłorocznego, 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni.

Produkcja wejdzie na ekrany kin w piątek, 20 stycznia.