Tegoroczny festiwal filmowy w Gdyni został zgodnie oceniony za jeden z najlepszych w historii. Mówiono o nim jako "festiwalu filmów nagrodzonych", w nawiązaniu do tego, że część obrazów wyświetlanych w Gdyni zebrała laury na festiwalach zagranicą. Zwycięzcą został obraz "Ostatnia rodzina", co wywołało dyskusje, ale tylko dlatego, że obrazów na równie dobrym poziomie, typowanych do głównej nagrody było co najmniej kilka. 

Nie wszyscy jednak byli usatysfakcjonowani wyborem filmów do konkursu. Najgłośniejszy protest wygłosił wicepremier i minister kultury Piotr Gliński. Ze zdumieniem i rozczarowaniem przyjąłem informację o niedopuszczeniu filmu Jerzego Zalewskiego "Historia Roja" do konkursu w ramach 41. edycji Festiwalu Filmowego w Gdyni - pisał w słynnym już proteście.

Dziś (poniedziałek,7 listopada), dyrektor artystyczny festiwalu w Gdyni, Michał Oleszczyk postanowił odpowiedzieć na pojawiające się pytania. Proponuje też zmiany, które miały by wpłynąć na jakość festiwalu. I już dziś wiemy, że umocnienie tzw. puli dyrektorskiej - czyli pięciu filmów, które do konkursu wprowadzałby sam dyrektor artystyczny, spotka się z kontrowersjami u części polskiego środowiska filmowego.

Oświadczenie prezentujemy w całości, wyróżnienia pochodzą od redakcji.

Ponieważ bardzo dużo osób pyta mnie "co dalej z Gdynią?", postanowiłem odpowiedzieć publicznie, żeby uciąć dalsze spekulacje. W dniu 24 września odbyło się posiedzenie Komitetu Organizacyjnego, w trakcie którego nastąpiło pozytywne skwitowanie mojej działalności jako dyrektora artystycznego 41. edycji Festiwalu. O wyborze dyrektora artystycznego na następną kadencję zadecyduje Komitet Organizacyjny na posiedzeniu następnym. Nie mam wpływu na to, kiedy się ono odbędzie; nie wiem też, czy zostanę zaproszony do rozmowy jako kandydat na to stanowisko.

Jeżeli zostanę zaproszony, zaprezentuję koncepcję zmiany regulaminu Festiwalu, a mianowicie umocnienie tzw. "puli dyrektorskiej", czyli listy maksymalnie pięciu filmów zgłaszanych przez dyrektora artystycznego do Konkursu Głównego. Uważam, że ta pula winna wchodzić do Konkursu Głównego automatycznie, na mocy autorytetu dyrektora. Obecny regulamin działa na niekorzyść dyrektora, który jedynie swoją pulę "zgłasza" - nie ma natomiast żadnej gwarancji, że którykolwiek z tych filmów do Konkursu Głównego się dostanie.

Dla jasności: moja chęć wzmocnienia roli dyrektora artystycznego nie wiąże się z jakimiś autorytarnymi zapędami; uważam, że regulamin powinien być zmieniony niezależnie od tego, czy dyrektorem będę ja, czy kto inny. Stawką nie jest wcale "ego" dyrektora: stawką jest dobro Festiwalu i dobro kultury filmowej w Polsce. Jeśli Gdynia ma być festiwalem polskiego kina, a nie festiwalem instytucji organizujących Festiwal, musi istnieć realny "bezpiecznik" w systemie selekcji: "bezpiecznik", którego rolą jest dbałość o to, by filmy dobre dostawały się na Festiwal niezależnie od tego, w jaki sposób zostały sfinansowane.

Jest jasne, że w interesie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej leży promowanie filmów współfinansowanych przez Polski Instytut Sztuki Filmowej; jest jasne, że w interesie Telewizji Polskiej leży promowanie filmów współfinansowanych przez Telewizję; jest jasne, że w interesie Stowarzyszenia Filmowców Polskich jest, by na Festiwalu były pokazywane filmy członków Stowarzyszenia. Nie ma w tym nic złego. Natomiast rolą dyrektora artystycznego powinna być dbałość, by ostatecznym kryterium była jakość i waga filmu jako dzieła. Dyrektor artystyczny nie reprezentuje żadnego z ciał decydujących o finansowaniu, nie reprezentuje żadnych instytucji - jego kompetencją winna być wiedza o filmie polskim i światowym, o nowych trendach i nowych twórcach. Kiedy pojawia się na horyzoncie film godny wsparcia, zwłaszcza film pozbawiony szacownych logotypów przed czołówką -- to rolą dyrektora jest zadbać, by taki film na Festiwalu Filmowym w Gdyni pokazano. Stworzone przeze mnie konkursy (Inne Spojrzenie i Konkurs Krótkometrażowych Filmów Fabularnych) miały szerzej otworzyć gdyńskie drzwi na kino niezależne - i to się stało. To jednak wciąż za mało. Pora te drzwi otworzyć szerzej, a będzie to możliwe tylko przy zwiększonych kompetencjach dyrektora, nastawionego na kreowanie pozytywnej zmiany w polskiej kulturze.

Jeśli miałbym dalej pracować dla Gdyni, to tylko pod warunkiem spełnienia tego postulatu regulaminowego. Jeśli nie mam to być ja, życzę następnemu dyrektorowi, by jego/jej praca zaczęła się właśnie od wywalczenia rzeczonej zmiany regulaminu. Zaakceptuję każdą decyzję Komitetu Organizacyjnego, włącznie z brakiem zaproszenia mnie do rozmowy o ciągu dalszym. Praca dla Festiwalu to była największa przygoda i zaszczyt w całym moim życiu. Bardzo chciałbym ją kontynuować, ale piłka nie jest po mojej stronie boiska.