Nie ukrywał, że lubił być twórcą zaangażowanym. Tematami gorącymi i ważkimi zajmował się z pasją, do tego stopnia, że o "Niewinnych czarodziejach" mówił,  że jest "jednym z najbardziej obojętnym politycznie filmów, jakie zrobił". Kokietował, bo niejednokrotnie zamiast krzyczeć, był wizjonerem, człowiekiem o niezwykłych obserwacjach i spostrzeżeniach.

Jednym z obrazów, które do dziś zaskakują wizją świata, sposobem pokazania postaci, wymieszaniem światów, jest "Piłat i inni". Dzieło z 1971 roku było luźną filmową adaptacją jednego z wątków powieści "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułhakowa, dotyczącego Jeszui. Wajda do obrazu podszedł całościowo – to jedno z nielicznych dzieł, w którym odpowiadał nie tylko za reżyserię lub – jak bywało często – scenariusz. Tu miał kontrolę nad wieloma aspektami – nawet kostiumami oraz scenografią. Jak sam wspominał, do ekranizacji podchodził bardzo długo, kilka wcześniejszych scenariuszy odrzucając.

Do dziś "Piłat i inni" zaskakuje, będąc jedną z najodważniejszych wizji świata stworzonego przez Bułhakowa. Scena Golgoty umieszczona jest przy autostradzie, a sam Piłat poprzez kostium przypominał tajniaka. Przez to nie uniknął politycznych nawiązań – cenzura próbowała zakazać pisania jakichkolwiek artykułów na temat tego filmu. Nie udało się.

Jak po latach wspominał na swej stronie internetowej: - Zdjęcia na trybunie, z której Hitler przemawiał w czasie norymberskich zjazdów partii NSDAP, były dla nas szczególnie przejmującym wydarzeniem. Należeliśmy do słowiańskich narodów, które miały zostać wyniszczone, aby umożliwić Drang nach Osten. Tymczasem staliśmy, zdrowi i cali, na ruinach Trzeciej Rzeszy - i robiliśmy film! Czułem się w tych tygodniach pracy nad Piłatem naprawdę wolnym człowiekiem. Tej wolności osobistej i artystycznej nigdy już nie zapomniałem.

Zaskoczył wszystkich też wcześniej. Kiedy po obrazach "Kanał" oraz "Popiół i diament" przedstawił "Niewinnych czarodziejów", wielu odbiorców było zszokowanych.  - Niewinny temat młodego lekarza, który lubi elastyczne skarpetki i dobre papierosy, posiada magnetofon i nagrywa na nim swoje dialogi z dziewczętami, którego jedyną pasją jest gra na perkusji w jazzowym zespole Krzysztofa Komedy - okazał się bardziej drażliwy dla ideologów-wychowawców niż Armia Krajowa i Powstanie Warszawskie. I rzeczywiście pulsujący jazz, lekko zblazowany kontrabasista Roman Polański, teoretycznie oderwane od rzeczywistości rozmowy nad "Krzyżówką Przekroju" kłuły w oczy. Ale i pokazały, że w kinie można poruszać inne tematy, nie tylko te, które był poruszane przez Wajdę przy filmach zaliczanych do "Polskiej Szkoły Filmowej".

Za najbardziej niedoceniany film Wajdy część krytyków uważa – mimo nominacji do Oscara - "Panny z Wilka". Ponieważ nie ma tu dyskusji o sprawach polskich, dziś o obrazie się często zapomina. Niesłusznie – bardziej niż gdziekolwiek widać tu jak doskonale Andrzej Wajda pracował z aktorami, jak blisko było mu do teatru. I że w męskim świecie kina doskonale pokazywał uczucia kręcąc film o przemijaniu, o utraconych nadziejach, o silnym – nie tylko jak na 1979 rok – pierwiastku kobiecym. Patrząc na ten film, a także na powstałą dwie dekady temu, a budzącą kontrowersje do dziś "Pannę Nikt" wskazywano, że Wajda doskonale porusza się w tematach obyczajowych. Choć krytycy nawet w tytułowej Pannie Nikt, widzieli nawiązania do Solidarności. 

Ostatni obraz Andrzej Wajdy "Powidoki" wejdzie do kin 13 stycznia. Wajda nie ukrywał, że to film o historii i częściowo o polityce i od jego obserwacji nie uciekniemy. Zwracał też uwagę, by czasem nie słuchać go za wiele. - Nie jestem pisarzem. Tylko konieczność zmusza mnie do opisania słowami filmu, który chcę zrealizować. Niech Was te słowa nie gniewają, nie będzie ich przecież na ekranie.