Joanna Poros, PAP: Powiedział pan o "Wołyniu", że jest to film zrobiony "z dużą wiarą w człowieka". Prace nad nim trwały cztery lata, przez cały ten okres obcował pan z tematem zbrodni wołyńskiej. Opowiada pan w filmie o tym, jak sąsiedzi zabijają sąsiadów - także malutkie dzieci - siekierami i palą ich żywcem. Jakie refleksje na temat natury człowieka, zachowań w pewnych warunkach, ma pan teraz?

Wojciech Smarzowski: No właśnie, "w pewnych warunkach". Co się musi wydarzyć, żeby człowiek był taką bestią? Od tego wyszedłem. Czyli kiedy zabrałem się cztery lata temu, jeszcze przed Majdanem, do pracy nad tym filmem, zadałem sobie pytanie: skąd taki poziom okrucieństwa. Nie mam na to odpowiedzi.

Ta dzikość nie idzie ze Wschodu. Ona idzie z człowieka. W tym samym czasie, gdy popi święcili siekiery i piły banderowcom, księża katoliccy święcili noże chorwackim ustaszom, którzy następnie podrzynali tymi nożami gardła Serbom. Takie sytuacje mają miejsce na całym świecie. Po II wojnie światowej - Rwanda, Bośnia. Chyba nie wyciągamy wniosków z historii. Ona się powtarza.

Utrzymuje pan jednak "dużą wiarę w człowieka".

Jeśli chodzi o film "Wołyń", wierzę w widza. Że jednak wielu ludzi wyciąga wnioski. Że widz obejrzy ten film i odbierze jego przekaz, który jest wymierzony przeciwko skrajnemu nacjonalizmowi. I nie odbierze tego tak, że "Ukraińcy są źli". Ten film nie jest przeciwko Ukraińcom.

A przeciwko komu lub czemu?

Jak mówiłem, po pierwsze przeciwko skrajnemu nacjonalizmowi. Opowiadam o tym, do czego zdolny jest człowiek, kiedy wyposaży się go w odpowiednią ideologię i gdy da się mu przyzwolenie na zabijanie.

W pana filmie pokazani są jednocześnie ludzie o innej postawie – Ukraińcy starający się uchronić Polaków przed rzezią. Mimo że ludzie ci żyli w takich samych warunkach, jak sprawcy rzezi, mimo że słyszeli wcześniej ten sam ideologiczny przekaz i doświadczali tych samych bodźców nie stali się bestiami.

Tak. Ten film nie jest biało-czarny, a Ukraińcy są przedstawieni w różny sposób. Na tym mi zależało, aby ten świat przedstawiony pocieniować, żeby on miał półtony. Wydaje mi się, że proporcje rozłożyłem sprawiedliwie. Dlatego w tym filmie nie ma dat, nie ma wskazanych miejsc, ponieważ to jest moja wypowiedź, a nie podręcznik historii. To jest dla mnie ważne.

Oczywiście ważne jest też to, że obok pokazywania tych okropnych zdarzeń prowadzony jest w filmie wątek o miłości, który, oprócz związanych z nią emocji, zrównoważy te okropieństwa.

Scenariusz "Wołynia” powstał m.in. na podstawie wątków ze zbioru opowiadań Stanisława Srokowskiego "Nienawiść". Wydawnictwo Prószyński i S-ka opisuje ten zbiór tak: "Książka o tamtych czasach, o rozpadzie wartości (…), o konflikcie sumienia i dramacie ludzkiej godności, a także o pamięci, o której Kardynał Stefan Wyszyński pisał: +Gdy gaśnie pamięć ludzka, dalej mówią kamienie+. (…) W pełnych głębi i prawdy obrazach Srokowski ocala świat, o którym wielu chciałoby zapomnieć. Z niezwykłą ekspresją i wrażliwością pochyla się nad każdą ofiarą, jednoczy się z każdym cierpieniem i przestrzega przed nienawiścią". Czy film "Wołyń” ma jakieś przesłanie uniwersalne, ponadczasowe, na przykład jeśli chodzi o możliwe skutki nienawiści? Albo jeśli chodzi o miłość?

Główna bohaterka "Wołynia" Zosia i jej ukochany Petro kochają się bez względu na wszystko. Miłość jest lekarstwem. Miłość ponad podziałami.

Przypomniał pan w Gdyni, że prace nad "Wołyniem" rozpoczęły się w 2012 r., jeszcze "zanim świat skręcił mocno w prawo".

A także jeszcze przed Majdanem, co też jest ważne. No i przed tym właśnie skrętem w prawo.

Czy mimo to ten film może być jakiegoś rodzaju odpowiedzią na czas obecny, formą ostrzeżenia?

Jak najbardziej. Ja sobie wyobrażam idealny odbiór tego filmu tak, że widz wróci do domu, przytuli swoje dzieci, spojrzy na otaczającą go rzeczywistość z innej perspektywy, wyjdzie na balkon i gdy z tego balkonu zobaczy manifestację złożoną z wysportowanych chłopaków z flagami i z symbolami, pomyśli, że te światy być może nie są wcale takie odległe. Że to się może wydarzyć znów.

Jak przeciwstawiać się postawom skrajnie nacjonalistycznym?

Może na początek należałoby wyprosić z uroczystości państwowych tych panów z racami? Na początek. Jak wyprosić? To jest kwestia prawa, tego, jak działa prawo.

Rozmawiała: Joanna Poros