Ostatni klaps już padł. W ciągu sześciu dodatkowych dni zdjęciowych dokręcono brakujące sceny zbiorowe. Symboliczne i ważne dla wymowy filmu – jak podkreślał Wojciech Smarzowski, ogłaszając zbiórkę pieniędzy potrzebnych do ukończenia "Wołynia". Z brakujących 2,5 mln złotych udało się zgromadzić prawie 600 tysięcy. Milion złotych twórcom produkcji o ludobójstwie na Kresach przekazała Telewizja Polska – informuje portal wMeritum.pl. Zbiórka prowadzona przez Fundację na Rzecz Filmu Wołyń nadal trwa, bo trzeba jeszcze miliona złotych.

Końcowa sekwencja "Wołynia" powstała w Skierniewicach. Filmowców czeka jeszcze etap postprodukcji. Jest jednak szansa, że twórcy gorąco oczekiwanej produkcji zdążą na jesienną premierę, zapowiedzianą na 7 października.

"Wołyń" to pierwszy film poruszający dotychczas przemilczany w polskim kinie temat tragicznych wydarzeń na Kresach Wschodnich w latach 1943–1944. "Wołyń" jest także siódmym filmem w reżyserskiej karierze Wojtka Smarzowskiego, twórcy obrazów tak głośnych, jak "Wesele", "Dom zły" czy "Drogówka". Filmem – jak podkreślał reżyser – o miłości w czasach nieludzkich. O miłości, która jest ponad podziałami.

Akcja rozpoczyna się latem 1939 roku. Zosia (Michalina Łabacz) – młoda Polka, bezgranicznie zakochana w Ukraińcu Petro (Wasyl Wasylik) – zostaje wydana za majętnego wdowca, Skibę (Arkadiusz Jakubik). Zaraz po ślubie zrozpaczona dziewczyna zostaje sama z dziećmi męża powołanego na front. Tymczasem między mieszkającymi obok siebie Polakami, Ukraińcami i Żydami dochodzi do coraz liczniejszych aktów przemocy. Dziewczyna staje się uczestniczką i świadkiem tragicznych wydarzeń, których kulminacją będzie rzeź dokonana na ludności polskiej przez bezwzględnych oprawców z UPA oraz polskie akcje samoobronne.

"Wołyń" w kinach od 7 października.