Wyreżyserowane przez ciebie i pokazywane premierowo na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes "Z podniesionym czołem" opowiada o młodocianym przestępcy, który stopniowo dojrzewa do życia w społeczeństwie. Co sprawiło, że zamiast przygnębiać widza, postanowiłaś wypełnić swoją historię nadzieją?
Emmanuelle Bercot:
Pracowałam nad filmem przez trzy lata i nie wyobrażam sobie, bym mogła poświęcić tak długi czas na opowiadanie o bohaterze, który jest skazany na klęskę i nie może liczyć na niczyją pomoc. Bardziej konstruktywna wydała mi się manifestacja wiary w siłę edukacji i potęgę miłości. Jednocześnie nie chciałam mamić widzów naiwnym optymizmem. Zakończenie filmu jest otwarte, każdy może odczytywać je, jak chce. Niezależnie od tego liczę jednak, że obejrzenie go skłoni publiczność do okazywania odrobinę więcej współczucia, zrozumienia i tolerancji wobec młodocianych przestępców.

Twoje podejście wydaje się mocno zakorzenione w tradycji francuskiego kina. Przed laty podobną empatię względem niedopasowanej do rzeczywistości młodzieży wykazywał François Truffaut. Czy filmy tego twórcy stanowią dla ciebie źródło inspiracji?
Truffaut na pewno należy do moich ulubionych reżyserów. Szczególnie podobał mi się film "Dzikie dziecko", podszyty przekonaniem, że tytułowy bohater, przez lata wychowywany poza społeczeństwem, może stopniowo przyswoić sobie rządzące nim reguły, jeśli tylko znajdzie na swojej drodze odpowiednio cierpliwego i oddanego nauczyciela. Podobny pogląd został wyrażony kilka lat wcześniej w amerykańskiej "Cudotwórczyni" Arthura Penna, w której rola mentorki została przeznaczona dla kobiety.

Czy w trakcie pracy nad filmem inspirowałaś się prawdziwymi historiami rozpatrywanymi w sądach dla nieletnich?
Odważyłam się wejść tam dopiero wtedy, gdy miałam już gotowy scenariusz. Gdybym zrobiła to wcześniej, usłyszałabym tak wiele inspirujących opowieści, że pogrążyłabym się w chaosie i nie wiedziałabym, które z nich pokazać na ekranie. Film fabularny musi być prawdopodobny, ale nie może dać się zniewolić rzeczywistości. Dlatego właśnie do sądu i ośrodka opiekuńczego poszłam, gdy byłam pewna swego i chciałam podpatrzeć szczegóły związane z przebiegiem rozprawy i językiem używanym przez bohaterów. Oczywiście nie trzymałam się swoich zasad bardzo restrykcyjnie i ostatecznie pod wpływem tych wizyt dopisałam do scenariusza kilka scen.

Które z nich zostały zaczerpnięte bezpośrednio z rzeczywistości?
W sądach dla nieletnich i ośrodkach poprawczych spotkałam się z przypadkami znacznie bardziej ekstremalnymi niż filmowy Malony. Niemniej, na własne oczy widziałam, powtórzoną później na ekranie, scenę, w której młodociany przestępca w ataku furii kopie w brzuch swoją ciężarną opiekunkę. Gdyby nie wizyty w poprawczakach, nigdy nie poczułabym potrzeby, by podkreślić w filmie rolę, jaką w tego typu placówkach odgrywa przemoc. W rzeczywistości zakorzeniona jest również postać filmowej sędziny, która stanowi kompilację trojga autentycznych prawników spotkanych przeze mnie podczas rozpraw.

Jakie wyzwania stoją dziś przed francuskimi sądami dla nieletnich?
Prawnicy pozostają najczęściej bezradni wobec potomków niezasymilowanych imigrantów albo dzieci, które nieodpowiedzialni rodzice przysłali do Francji bez opieki. Taka młodzież, która najczęściej nie zna ani słowa w naszym języku, musi łamać prawo, by przetrwać. My natomiast jesteśmy zobligowani, by ją karać, ale nie opracowaliśmy jeszcze systemowej strategii pomocy. Na razie tkwimy zatem w sytuacji bez wyjścia.

Jak duże znaczenie miało dla ciebie to, że w rolę sędziny zgodziła się wcielić akurat Catherine Deneuve?
Ucieszyło mnie, że Catherine nie podeszła do swojej roli jak do kolejnego rutynowego zadania, lecz chętnie spotykała się z prawdziwymi sędziami i spędzała dużo czasu z młodzieżą. Od początku wiedziałam zresztą, że będzie idealną kandydatką do roli Florence, bo, jak nikt inny, potrafi wzbudzać respekt i okazywać dystans, a jednocześnie pozostawać bardzo opiekuńcza. Kombinacja tych cech sprawia, że w filmie dochodzi do przesunięcia ról płciowych i Florence staje się dla Malony'ego nie tyle figurą matczyną, ile ojcowską.

W twoim filmie Deneuve dzielnie dotrzymuje kroku młody Rod Paradot. Czy myślisz, że odtwórca roli Malony'ego ma szansę na zrobienie kariery filmowej?
Rod mieszka z matką w skromnym lokum na przedmieściach Paryża i nigdy nie myślał o karierze aktorskiej. Uczęszcza do szkoły zawodowej i właśnie tam został dostrzeżony przez moich speców od castingu. Na co dzień Rod jest uprzejmy i w ogóle nie przypomina filmowego Malony'ego. To, że tak przekonująco wypada na ekranie, jest zatem wyłącznie kwestią jego naturalnego talentu. Poznali się na nim członkowie Francuskiej Akademii Filmowej, którzy przyznali mu Cezara dla najbardziej obiecującego aktora. O ile wiem, Rod jest zdeterminowany, by kontynuować karierę, i ma na horyzoncie kilka nowych projektów.

Jako nastolatka często odwiedzałaś swojego wujka pracującego w ośrodku dla trudnej młodzieży. Czy myślisz, że dziewczęta i chłopcy, których wtedy spotykałaś, znacząco różnią się od bohaterów twojego filmu?
Nie sądzę. Czasy się zmieniają, ale niedopasowanej do społeczeństwa młodzieży wciąż brakuje tego samego: miłości, poczucia bezpieczeństwa i odpowiedniej edukacji.

Czy podczas pracy nad "Z podniesionym czołem" wracałaś czasem myślami do własnej młodości?
Myślałam sobie, że jako nastolatka również byłam zbuntowana i pełna temperamentu, ale jednak w żaden sposób nie mogę porównywać się do Malony'ego. W przeciwieństwie do niego zaznałam przecież bliskości i miłości, która pozwoliła ukierunkować tkwiącą we mnie energię w stronę twórczą, a nie destrukcyjną.

Kilka lat temu opowiedziałaś już o żyjącej na granicy prawa młodzieży w "Studentkach", w których zajęłaś się problemem rozwijającej się na paryskich uczelniach prostytucji. Tamten film był jednak zupełnie inny od "Z podniesionym czołem".
W "Studentkach" opowiedziałam o dziewczynach, które zmagają się głównie z problemami ekonomicznymi. Bohaterki musiały się prostytuować, jeśli chciały płacić za studia, a oprócz tego mieć pieniądze na codzienne życie. Tymczasem Malony, nawet jeśli łamie prawo i na przykład dopuszcza się kradzieży, nie robi tego dla pieniędzy, choć nie pochodzi oczywiście z bogatej rodziny. Motywacja mojego bohatera jest bardziej psychologiczna niż pragmatyczna – chodzi mu o zwrócenie na siebie uwagi, zamanifestowanie potrzeby bycia kochanym i otoczonym troską.

Jako aktorka i reżyserka należysz do najważniejszych postaci francuskiego kina. Jak oceniasz z tej perspektywy pozycję kobiet w waszym przemyśle filmowym?
Wiem, że w innych krajach nie wygląda to tak różowo, ale we Francji kobiety mają naprawdę swobodny dostęp do wszystkich zawodów filmowych. Naszym jedynym problemem pozostaje różnica płac: aktorki i reżyserki wciąż otrzymują za swoją pracę mniejsze wynagrodzenie niż mężczyźni. Jestem jednak pewna, że prędzej czy później i w tej kwestii doprowadzimy do równouprawnienia.

EMMANUELLE BERCOT
Francuska aktorka, scenarzystka i reżyserka, twórczyni takich filmów jak "Kulisy sławy", "Studentki" oraz "Bettie wyrusza w drogę". Za rolę w dramacie "Moja miłość" otrzymała w ubiegłym roku nagrodę aktorską na festiwalu w Cannes. "Z podniesionym czołem", jej najnowszy film, wchodzi na ekrany polskich kin 13 maja.