Z pewnością warto poświęcić uwagę polskim premierom. Zgarniający coraz więcej nagród "Demon" tragicznie zmarłego Marcina Wrony już niedługo trafi do kin, ale w programie WFF znalazły się filmy, na które przyjdzie nam dłużej poczekać. Wybierzcie się więc na "Hel", debiutancki thriller Katii Priwieziencew i Pawła Tarasiewicza, "Nowy świat", nowelową opowieść o imigrantach w Polsce, "Klezmera" Piotra Chrzana, czyli kolejną próbę opisania relacji polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej, oraz "Braci" – znakomity dokument Wojciecha Staronia. Polskie akcenty znajdziecie też w najnowszym filmie Iwana Wyrypajewa "Zbawienie" – jedną z głównych ról zagrała tu Karolina Gruszka.

WFF to także okazja, by obejrzeć najnowsze filmy mistrzów. Zobaczycie m.in. dzieła Japończyków Takashiego Miike ("Yakuza Apocalipse"), Takeshiego Kitano ("Ryuzo i siedmiu najemników") oraz Sabu ("Podróż Chasuke"). Polskie premiery będą miały filmu Otara Iosellianiego ("Pieśń zimowa"), Lenny'ego Abrahamsona ("Pokój"), Stephena Frearsa ("Strategia mistrza") oraz Alexa van Warmerdama ("Schneider kontra Bax").

Warto także pamiętać o kinie dokumentalnym: moim faworytem w bogatym programie tej sekcji jest "Chuck Norris kontra komunizm", czyli film ze styku historii i popkultury o tym, jaki wpływ na rumuńskie społeczeństwo miały pirackie filmy rozpowszechniane na kasetach VHS (od razu nasuwa się myśl, jak to wyglądało także w Polsce).

Oczywiście idealny program Warszawskiego Festiwalu Filmowego każdy z widzów musi wybrać sobie sam. Przed laty impreza była solidną przeciwwagą dla komercyjnego repertuaru kin, w których rzadko pojawiały się filmy niszowe i egzotyczne. Teraz, gdy na co dzień mamy dostęp do ambitnych filmów (dzięki serwisom VOD, dystrybutorom oraz licznym festiwalom), selekcjonerzy WFF mają zadanie utrudnione, muszą eksplorować coraz bardziej egzotyczne zakątki światowej kinematografii. Za to tym ciekawsze są rezultaty ich poszukiwań.

Pełny program festiwalu znajdziecie na stronie WFF.pl.