Eddie Redmayne już teraz jest typowany jako jeden z faworytów wyścigu po nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej. Pytanie, czy Akademicy zechcą dać mu Oscara rok po roku? Brytyjczyk odebrał go przecież na ostatniej gali za pierwszoplanową rolę w "Teorii wszystkiego", w której fantastycznie sportretował Stephena Hawkinga. Póki co jednak, podejmujący trudną tematykę film Toma Hoopera"Dziewczyna z portretu" – walczy o statuetkę Złotego Lwa na festiwalu w Wenecji. I znów mówi się, że ma spore szanse na zdobycie głównej nagrody.

"Dziewczynę z portretu" Tom Hooper (twórca obsypanego nagrodami "Jak zostać królem") nakręcił na podstawie bestsellerowej powieści Davida Ebershoffa. To historia miłosna zainspirowana życiem niezwykłej pary duńskich artystów – Gerdy i Einara Wegenerów. Ona była utalentowaną rysowniczką i malarką. On również był malarzem, a w pewnym momencie, zaczął żonie pozować w kobiecym przebraniu. Stało się to początkiem wielkiej transformacji mężczyzny, który odkrył w sobie kobietę. W 1930 roku Einar Magnus Andreas Wegener jako pierwszy na świecie przeszedł udokumentowaną operację zmiany płci, stając się Lili Elbe. Już wcześniej regularnie publicznie pokazywał się jako kobieta i był przedstawiana jako siostra Einara. Nierozpoznawany, dostawał jako Lili liczne propozycje małżeńskie. Jego "defekt" próbowano leczyć promieniami Roentgena, diagnozowano schizofrenię, proponowano lobotomię. Z pomocą przyszła mu Gerda (w tej roli Alicia Vikander) – znalazła niemieckiego chirurga, który podjął się korekty płci. I zrobiła to wiedząc, że zabieg oznacza ostateczne pożegnanie z mężem.

Einar Wegener jako Lili Elbe nie cieszył się długo nowym życiem – wkrótce po serii operacji zmarł. – Możliwość zagrania tej kobiety to niesamowite doświadczenie. Wiąże się z nim jednak odpowiedzialność za uświadomienie samego siebie, i – mam nadzieję – także innych – powiedział w rozmowie z "Out" Eddie Redmayne, już dziś uznawany za jednego z najciekawszych aktorów młodego pokolenia. I coraz popularniejszy. W Wenecji czekały na niego tłumy wielbicieli…