Skąd pomysł na nową wersję "RoboCopa"?
José Padilha: Jakieś trzy lata temu zaproszono mnie do biura MGM, by porozmawiać o kilku projektach, którymi ewentualnie mógłbym się zająć. Szczerze mówiąc, żadna z propozycji do mnie specjalnie nie przemówiła. I wtedy zobaczyłem na ścianie plakat "RoboCopa" Verhoevena z 1987 roku i wykrzyknąłem: O, to jest właśnie coś dla mnie!

Dlaczego akurat to?
Wyobraziłem sobie opowieść o powiązaniu faszystowskich tendencji z dążeniem do automatyzacji w egzekwowaniu prawa. Podobny przekaz był i w pierwszym filmie, ale uważałem, że musimy wziąć pod uwagę współczesne realia, zwłaszcza zaś niebywały skok technologiczny.

Jakie było główne założenie fabuły?
Akcja filmu toczy się w przyszłości (rok 2028), gdy wszystkie supermocarstwa wykorzystują roboty do działań wojennych. Jednak w Stanach Zjednoczonych zakazano używania robotów w działaniach policyjnych. Prawo zabrania bowiem maszynom pociągać za spust. Taka była moja wizja, która zrodziła się już podczas tamtego pierwszego spotkania w wytwórni. I taki właśnie film nakręciliśmy.

Jak znalazł pan odtwórcę roli Alexa Murphy'ego, czyli RoboCopa?
Poświęciłem wiele czasu na poszukiwanie odpowiedniego aktora. Joel Kinnaman, który doskonale wypadł podczas pierwszego przesłuchania, otrzymał zaproszenie na kolejne i za każdym razem był coraz lepszy i coraz bardziej przekonujący. I choć nie mieliśmy jeszcze gotowego scenariusza, a jedynie kilka kwestii Alexa Murphy'ego, Joel za każdym razem trafiał w sedno. W końcu postanowiłem, że nie ma sensu szukać dalej, ponieważ idealny aktor już jest.

Co Joel Kinnaman wniósł do tej postaci?
Wykazał się dużą cierpliwością, codziennie musiał być na planie zdjęciowym bardzo wcześnie, by założyć swój kostium. Wiele scen kaskaderskich wykonał sam. Ale najważniejszy był oczywiście jego niezwykły występ. Joel gra człowieka, który bardzo kocha żonę i syna. Tworzą szczęśliwą rodzinę. Pewnego dnia budzi się i uświadamia sobie, że niemal zginął. Żona, chcąc ratować mu życie, wyraża zgodę na zabieg, który przeobraża go w robota. Alex musi zmierzyć się z nową rzeczywistością i zrozumieć ograniczenia związane z tym, że jest teraz robotem. Nie może dotknąć żony ani syna, nie może nawet spać w domu. Uświadomienie sobie tych bolesnych zmian Joel musiał oddać jedynie za pomocą mimiki twarzy i ruchów jednej ręki. Spisał się znakomicie.

Czego wymagała rola Clary, żony Alexa, od grającej ją Abbie Cornish?
Na pewno szerokiego spektrum emocji, ponieważ najpierw widzimy ją z mężem, gdy tworzą szczęśliwą parę, a później jako kobietę żyjącą w wielkim napięciu i stresie. Nie jest to rola, z którą mogłaby poradzić sobie każda aktorka, ale Abbie jest fantastyczna.

Naukowca, który stworzył projekt RoboCop, zagrał Gary Oldman.
Gary jest jednym z najbardziej utalentowanych aktorów dzisiejszych czasów. Całkowicie panuje nad materiałem i nad swoimi umiejętnościami aktorskimi. Poza tym ma niesamowitą zdolność przełączania się w tryb aktorski i wychodzenia z niego w mgnieniu oka. Jest tak dobry, że potrafi obronić nawet słabe kwestie w scenariuszu. Dlatego trzeba niezwykle uważać, bo można nie zauważyć, że nie są najlepsze... Choć oczywiście Gary natychmiast uświadomi nas w tym względzie.

Michael Keaton objął rolę szefa korporacji OmniCorp, Raymonda Sellarsa, czarnego charakteru w tej opowieści.
Tak, ale ważne, by widzowie mieli świadomość, że nasz złoczyńca stąpa mocno po ziemi, zarządza gigantyczną korporacją i jest dodatkowo geniuszem. Michael stworzył postać, która balansuje na pograniczu dobra i zła, co było niezwykle sprytnym posunięciem. Jego występ w "RoboCopie" jest jednym z moich ulubionych.

W filmie jest sporo efektów specjalnych. Czy to nie jest droga na skróty?
Nie, to też jest rodzaj sztuki. Trzeba się nauczyć kręcić sceny, mające zawierać grafikę komputerową i efekty specjalne. Towarzyszy ci ekipa ludzi, dzięki której wszystko razem współgra. Osoba odpowiedzialna za efekty specjalne jest stale obecna na planie zdjęciowym. Tłumaczy, jak będzie wyglądał końcowy rezultat. Nawet jeśli w danym momencie niczego tam nie ma, kamera podąża śladem tego, co tam później wstawimy. Efekty specjalne nie pozbawiają filmu realizmu, jeśli są prawidłowo użyte. Wbrew pozorom uważam, że ten film jest dość realistyczny.

Czy problemy poruszane w oryginalnym "RoboCopie" są istotne w dzisiejszych czasach?
Paul Verhoeven stworzył kultową postać, która uosabiała niebezpieczeństwa wynikające z zastosowania zautomatyzowanej policji. Pokazał, że może prowadzić to do totalitaryzmu. Co ciekawe, wymyślił to w 1987 roku. Ale ten problem nigdy nie był tak realny, jak obecnie.

Czy będziemy musieli się zmierzyć z tym problemem?
W ciągu roku znajdziemy ponad 50 wzmianek o dronach, i to tylko w jednej gazecie... Dziś są sterowane przez człowieka, ale niebawem doczekamy się dronów, które sterują się same, i robotów, które idą na wojnę i podejmują samodzielne decyzje, bez najmniejszego udziału człowieka, bazując na skomplikowanych obwodach scalonych i oprogramowaniu. To wkrótce będzie miało miejsce. Nieuchronność tych zdarzeń jest powodem, dla którego chciałem zrobić ten film. Problemy poruszane w "RoboCopie" występują już teraz i będą bardzo znaczące w bliskiej przyszłości.

Czy to był główny cel nakręcenia "RoboCopa"?
Wyzwaniem było dla mnie stworzenie filmu, który poruszałby kluczowe kwestie polityczne oraz stawiałby pytanie, co to znaczy być człowiekiem? Chciałem jednocześnie dotrzeć do szerokiej publiczności. Trzeba zachować równowagę między dramatycznymi pytaniami i rozrywką. To się osiąga poprzez nadanie filmowi właściwej formy.