Producenci filmu "Pokłosie" znaleźli się w trudnej sytuacji. Polski Instytut Sztuki Filmowej nie wypłacił im 10 proc. z przyznanej dotacji (czyli 350 tysięcy złotych), a na dodatek zażądał zwrotu pozostałej kwoty. To dopiero drugi taki przypadek w historii polskiej kinematografii i jedyny w roku 2013. Co się stało? – Polski Instytut Sztuki Filmowej 19 marca 2013 roku odstąpił od niej w całości z powodu nienależytego wykonania zobowiązań umownych przez producenta Apple Film Production – informuje w "Rzeczpospolitej" Piotr Szymański z PISF.  Producentom "Pokłosia" zarzuca się błędy formalne, m.in. to, że przekroczono budżet produkcji i że PISF nie znał umów z koproducentami.

Twórcy głośnego obrazu podkreślają, że PISF dokładnie wiedział, na jaką produkcję daje pieniądze i na etapie jej realizacji nie zgłaszał żadnych uwag. – Zgodnie z prawem można żądać zwrotu dotacji wykorzystanej niezgodnie z przeznaczeniem. Instytut nie określił jednak, jaka część dotacji nie została wykorzystana prawidłowo. Mało tego – zaakceptował wszystkie rozliczenia, które były przedkładane – wyjaśnia adwokat Marcin Radwan-Röhrenschef, pełnomocnik Apple Film Production. I w rozmowie z "Rzeczpospolitą" dodaje, że decyzja PISF jest o tyle dziwna, iż "Pokłosie" zostało nakręcone już jakiś czas temu.

Sprawa ma jeszcze inne, nomen omen, pokłosie – producentowi nie przedłużono promes na dofinansowanie dwóch innych filmów. Ten zaś decyzję ową zaskarżył do sądu. Zgodnie z ustawą o kinematografii bowiem promesy nie dostanie ten, kto w okresie trzech lat przed złożeniem wniosku o udzielenie dofinansowania naruszył w sposób istotny umowę zawartą z instytutem. W tym zaś przypadku wnioski o dotację zostały złożone znacznie wcześniej. Nie ma też prawomocnego wyroku sądu o naruszeniu umowy w wypadku "Pokłosia". Jedno jest pewne – ciąg dalszy nastąpi.