Kurczak ze szpinakiem, kurczak z grilla, kurczak z curry… Ale kurczak ze śliwkami?

Vincent Paronnaud: Wiem, to dość odważne połączenie dla niektórych, ale wszystko jest kwestią indywidualnego smaku, zaplecza kulturowego, przyzwyczajeń. Przyzwyczajenia i ich rola w naszym życiu to niezwykle ciekawy temat. Zawsze mnie frapowało, ile aspektów naszej codzienności zależy wyłącznie od przyzwyczajeń, a nie od realnej potrzeby, sympatii, świadomego wyboru. Zamykamy się w pewnych formatach i tak dryfujemy poprzez życie. Zaniechanie – bo to dobre słowo – uważam za największą krzywdę, jaką sobie wyrządzamy.

Grzech zaniechania ma na sumieniu główny bohater "Kurczaka ze śliwkami" – wirtuoz skrzypiec Nasser-Ali?

Nasser, nie mogąc pogodzić się z utratą ukochanego instrumentu, szuka ich godnego następcy. Ale nie wszystko i wszystkich da się zastąpić. Nasser postanawia umrzeć, kładzie się do łóżka i czeka. Ale strata skrzypiec jest tylko katalizatorem, który wyzwala bohatera z tego, o czym mówimy: pętli przyzwyczajeń, obojętności, zgody na to, że ludzie żyją obok siebie, nie czując do siebie nic. Nasser zaczyna analizować swoje życie, przyszłość, przeszłość. Chciałbym, żeby widzowie poczuli, że tak naprawdę zaczął umierać dużo wcześniej, z powodu niespełnionej, nieszczęśliwej miłości.

Życie Nassera to taka powolna agonia?

Jeśli dobrze się zastanowić, można dojść do wniosku, że obumieramy za każdym razem, gdy rezygnujemy z siebie, z własnych aspiracji, szczęścia, spełnienia, niezależności. Na szczęście nie zastanawiamy się nad tym zbyt często. Głowa do góry, życie płynie, my wraz z nim.

Wraz z Marjanne Satrapi zrobiliście na podstawie jej komiksu melodramat. Niektórzy zarzucają wam, że popadacie w klisze i w schematy. Nie jest nazbyt nostalgicznie?

Melodramat rządzi się swoimi prawami. Gdy kończyliśmy realizować ekranizację "Persepolis", byliśmy dość zmęczeni pracą. Film animowany nieco nas nadwyrężył, to był naprawdę wyczerpujący okres. Nie wiedzieliśmy wówczas, jaki będzie nasz kolejny projekt. W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że komiks Marjanne "Kurczak ze śliwkami" po prostu leży i czeka na sfilmowanie. Wiedzieliśmy, że nie będzie to animacja, że chcemy spróbować czegoś nowego. "Persepolis" był komiksem dość wiernie przeniesionym na język filmu, tak fabularnie, jak i formalnie. W przypadku "Kurczaka…" nie chcieliśmy trzymać się tak sztywno pierwowzoru. Melodramat, przy wszystkich gatunkowych założeniach, wydał nam się pojemną konwencją.

Komiks "Kurczak ze śliwkami" wykorzystuje elementy biografii wuja Marjanne. A w filmie ile jest prawdziwych wydarzeń?

Niemal wszystkie. Marjanne jest kronikarzem życia swoich bliskich, oczywiście czasami te historie muszą ulec modyfikacjom, tego wymagają zarówno ramy komiksu, jak i ramy filmu, ale trudno jest mi oddzielić prawdę od fikcji. To tak jak z naszymi wspomnieniami – po latach trudno określić dokładnie, co zdarzyło się naprawdę, a co jest wytworem naszej wyobraźni, przekłamaniem pamięci albo jedynie naszym życzeniowym wyobrażeniem.

"Kurczak ze śliwkami" to wspaniała obsada: Mathieu Amalric, Isabella Rossellini, Maria de Medeiros, Chiara Mastroianni…

Mieliśmy ogromne szczęście, że ci niezwykli aktorzy zgodzili się wziąć udział w "Kurczaku…". Składaliśmy propozycje, nie wierząc trochę we własną bezczelność. Mamy w większości francuską obsadę. Myślę, że rodzaje poczucia humoru w Iranie i we Francji są bardzo podobne. Dlatego tak dobrze pracuje mi się z Marjanne, a jej z francuskimi aktorami. Śmiech stanowi stały element naszego życia, śmiejemy się z podobnych rzeczy. Ja jestem na pewno bardziej mroczny, mój humor bywa sarkastyczny. Bywam cynikiem, ale co ważne, uważam cynizm za odmianę dowcipu. Marjanne jest bardziej naiwna, co szalenie mi imponuje.

Co to znaczy?

Ona wierzy w dobrą stronę życie, ciągnie ją do światła. Jest jak dziecko. Kiedy mówiłem o naiwności, miałem właśnie na myśli naiwność i prostolinijność dziecka. Marjanne ma przekonanie, że to wszystko tutaj ma sens i choć kończy się dość tragicznie dla każdego z nas, ten finał również ma sens, jak każdy cykl, który musi mieć zwieńczenie, żeby mógł dać początek czemuś nowemu. Tylko dlatego – tylko z powodu swojego optymizmu i wiary w ludzi – Marjanne tak głęboko i bez szkody dla siebie potrafiła wejść i zgłębić temat starości i śmierci. Normalnie ludzi albo to przygnębia, albo roztkliwia, albo budzi bunt, rodzi agresję i niezgodę na to, co nieuchronne.