Tygodnik podaje, że słowo "zamach" ma paść w filmie tylko raz. Ani razu nie pojawi się postać Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska

Gdyby było domniemanie, że Donald Tusk zginął w Smoleńsku, to pewnie rola by była, a tak premiera w filmie nie ma - mówi Marcin Wolski.

W scenach retrospektywnych ma pojawić się prezydent Lech Kaczyński, a w innych też dziennikarze. Będzie też stacja telewizyjna. Dziennikarze spytali Wolskiego, czy chodzi o TVN. 

W filmie nawet nie jest powiedziane czy jest państwowa czy prywatna. Oczywiście, publiczność bardzo by chciała, by dać im nazwiska, albo pseudonimy wg. jakiegoś klucza - mówi Marcin Wolski. 

A czy pierwowzorem głównej bohaterki będzie Ewa Stankiewicz?

Nie, nie chcę łatwych skojarzeń z Ewą Stankiewicz. Na pisanie biografii fabularnej pani Stankiewicz jest chyba trochę za wcześnie. Niczego jej nie ujmując. Zresztą jest wiele takich dziennikarek. Joanna Lichocka, Anita Gargas. Poza tym ja swoją bohaterkę wysyłam niedługo po katastrofie na dwa lata do Stanów. Na stypendium. Jej szefowie, którzy mają resztkę przyzwoitości, chronią ją - opowiada we "Wprost" scenarzysta.

Wolski odniósł się także do decyzji Mariana Opani, który nie chce zagrać Lecha Kaczyńskiego.

Spodziewałem się tylko, że Marian odmówi bardziej elegancko a może się po prostu wykręci. Nie będę niczego sugerował ale nawet Jacek Sobala by do tej roli pasował - stwierdził autor liczącego 100 stron scenariusza.

Scenariusz może się jeszcze lekko zmienić. Marcin Wolski nie ukrywa bowiem swoich obaw.

Bo co będzie jak polski rząd nie będzie chciał wypożyczyć Tupolewa albo użyczyć prezydenckich obiektów. Trzeba będzie szukać w świecie, na przykład w Bułgarii. I takie
wypożyczenie może być droższe niż efekty specjalne. Wie pani, z jednej strony wiem, że do komercyjnych celów można wypożyczyć Belweder, bo moi znajomi wypożyczali, a z drugiej nie wiem, czy tak łatwo będzie go wynająć do filmu "Smoleńsk" - mówi Wolski.