Reżyser najgłośniejszego filmu ostatnich tygodni - "Pokłosia", który porusza temat antysemityzmu i tragedii, jaka miała miejsce w Jedwabnem, napisał listo do Moniki Olejnik.

Padają w nim mocne słowa: - Jak ktoś, kto ma choć łyżkę oleju w głowie i choćby trzy klasy szkoły podstawowej, może polemizować z argumentem, że Żydzi też mordowali naszych i po to masowo wstępowali do NKWD? No i co, kur..., z tego! - czytamy w liście Władysława Pasikowskiego.

Monika Olejnik odpowiada na list portalowi gazeta.pl. - Szanuję wybór reżysera, który podjął się takiego drażliwego dla Polaków tematu. Szanuję też to, że chciał udzielić tylko kilku wywiadów prasowych, a nie chce występować w debacie telewizyjnej.

Monika Olejnik twierdzi, że jest to list skierowany przede wszystkim w obronie Macieja Stuhra, na którego napadli wszyscy prawdziwi Polacy. - Stuhr dostaje pałką po głowie, a zapomina się o tym, że jest to film fabularny, a nie dokumentalny. A że nawiązuje do Jedwabnego? To jest jasne. Jedwabne było i nie ma co mówić, że zrobiła to garstka Polaków. To nieważne, czy 40, czy 60 Polaków, ale spalono ludzi i nie można stosować symetrii, że Żydzi byli w NKWD, że Żydzi wydawali Polaków. Coś strasznego się wydarzyło i o tym jest ten film - uważa Olejnik.

Dziennikarka przywołuje w rozmowie filmy Woody'ego Allena.  - Nikt nie zakazuje filmów Woody'ego Allena, które są przecież bardzo krytyczne w stosunku do Ameryki. Nikt się tak nie żołądkuje tak jak u nas. My oczywiście musimy chronić naszą polskość, naszą pamięć, naszą historię. Choć są momenty, których należy się wstydzić, a nie bronić. Współczesna nienawiść też może doprowadzić do dramatu - powiedziała Monika Olejnik.