Pamiętny Pietuch w "Salcie" i Andrzej w "Jak daleko stąd, jak blisko" Tadeusza Konwickiego, przez Andrzeja Wajdę obsadzony w roli Poety w "Weselu" - Łapicki 11 listopada skończyłby 88 lat.

Od dzieciństwa lubiłem chodzić do teatru. Mama mnie tam prowadzała. Oglądałem na scenie Mieczysława Frenkla. Nie wiem, czy żyje jeszcze ktoś, kto pamięta jego występy. Poza tym przed wojną istniały teatralne abonamenty szkolne. Świetna idea. Teatr był mi bliski, ale nigdy nie myślałem, że się nim zajmę - mówił w jednym z prasowych wywiadów.

Urodził się 11 listopada 1924 roku w Rydze. Jego ojcem był polski prawnik, profesor prawa rzymskiego na Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie Łódzkim - Borys Łapicki, a pradziadkiem Hektor Łapicki działacz podczas powstania styczniowego, naczelnik cywilny województwa mińskiego w 1863 roku.

Andrzej Łapicki ukończył słynne gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie. Egzamin maturalny złożył na tajnych kompletach w samym środku wojny - w roku 1942. Podczas okupacji rozpoczął też studia w tajnym Polskim Instytucie Sztuki Teatralnej, w którym uczyli wówczas m.in.: Maria Wiercińska, Marian Wyrzykowski i Jan Kreczmar. Dyplom uzyskał już po wojnie.

Na scenie zadebiutował w 1945 roku w krakowskim teatrze im. Juliusza Słowackiego rolą Kosyniera w wystawionym przez Teatr Wojska Polskiego "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego. Trzy lata później związał się z warszawskim zespołem Erwina Axera, u którego jako Fred w "Ladacznicy z zasadami" Jean-Paule'a Sartre'a odniósł swój pierwszy duży sukces. To nie była rola wybitna, tylko pierwsza, dzięki której zaistniałem w teatrze. (...) Axer ustawił mnie dobrze w tej roli i nagle wszystko się we mnie otworzyło, pokonałem barierę wstydu, zrozumiałem, co i kiedy mam robić na scenie - wspominał po latach artysta.

Od roli Eisenringa w sztuce Maxa Frischa "Biedermann i podpalacze", również wyreżyserowanej przez Axera (1959) w karierze Łapickiego rozpoczęła się epoka prawdziwych kreacji aktorskich. Łapicki ma tutaj urzekającą skalę głosu, dystynkcję i nową intelektualną jadowitość - pisał Jan Kott - jego przedzierzgnięcia w epilogu z pseudokardynała w łysego Belzebuba i patologicznego kelnera były aktorskimi majstersztykami.

Role w "Sposobie bycia" Kazimierza Brandysa, "Play Strindberg" Friedricha Duerrenmatta, "Jadowitości" Jana Kotta to kolejne sukcesy Łapickiego na teatralnych scenach.

W 1947 roku Andrzej Łapicki został lektorem Polskiej Kroniki Filmowej - zajmował się czytaniem tekstów do propagandowych kronik filmowych. Z tego zajęcia zrezygnował w 1956 roku.

Jako reżyser Łapicki debiutował w 1957 roku w Teatrze Współczesnym "Uśmiechem Giocondy" Aldousa Huxleya. Później wystawił m.in. "Śluby panieńskie", "Damy i huzary", "Dożywocie", "Męża i żonę" oraz "Zemstę" Aleksandra Fredry.

W 1966 roku wystąpił w kryminalnej komedii "Lekarstwo na miłość" według powieści Joanny Chmielewskiej "Klin". Zagrał przystojnego kapitana MO, który nie tylko zdemaskował szajkę przestępców, ale zdobył też serce głównej bohaterki, którą zagrała Kalina Jędrusik.

Dwa lata później w ekranizacji "Lalki" Bolesława Prusa wcielił się w postać zdecydowanie negatywnego bohatera - Kazimierza Starskiego.

Rok 1972 przyniósł wielkie filmowe role Łapickiego m.in. w "Piłacie i innych" Andrzeja Wajdy oraz w "Jak daleko stąd, jak blisko" Tadeusza Konwickiego. Łapicki nie po raz pierwszy współpracował z tymi reżyserami - z Konwickim spotkał się już w 1968 roku przy "Salcie", a w 1969 roku zagrał we "Wszystko na sprzedaż" Wajdy.

W 1972 roku Łapicki zerwał ostatecznie z Teatrem Współczesnym i przeszedł do Teatru Narodowego. Pierwsza rola na narodowej scenie to Autor w "Trzy po trzy" Aleksandra Fredry. Grał też Pana Młodego w "Weselu", a także Arnolfa w molierowskiej "Szkole żon" - rolę, o której podobno zawsze marzył. To jedno z moich najważniejszych osiągnięć - mówił o swej kreacji Łapicki.

W latach 1983-1989 był członkiem zespołu aktorskiego Teatru Polskiego w Warszawie pod dyrekcją Kazimierza Dejmka. Do współpracy z tą sceną powrócił w 1995 r. piastując tam do 1999 stanowisko dyrektora artystycznego.

W 1999 roku 75-letni artysta wykreował postać księdza w "Panu Tadeuszu", wyreżyserowanym przez Wajdę.

Mimo kilku znaczących ról Łapicki uważał, że film to niespełniona dziedzina jego działalności twórczej. Nie dostarczył mi dostatecznej satysfakcji. Poza +Saltem+, +Jak daleko stąd jak blisko+ i kilkoma filmami Andrzeja Wajdy, na czele z +Weselem+, które zawsze będzie aktualne, nie wypowiedziałem się jako aktor filmowy w pełni, nie zaistniałem (...) jako reprezentant swojego pokolenia. Film to moja niewypełniona karta - mówił artysta.

Łapicki dwukrotnie był rektorem stołecznej PWST (1981-1987, 1993-1996); przez wiele lat pełnił funkcję prezes Związku Artystów Scen Polskich (31 X 1989 - 5 IV 1996).

W latach 1989-1991 odegrał zupełnie nową dla siebie rolę - został posłem. Do Sejmu kontraktowego dostał się z ramienia "Solidarności".

W 2005 roku wyreżyserował spektakl "EuroCity" na podstawie sztuki Aleksandra Fredry "Z Przemyśla do Przeszowy". Jak podkreślał - było to jego "pożegnanie z reżyserią, bo pożegnanie z aktorstwem nastąpiło już dawno". W 2008 roku Łapicki dał się jednak namówić Janowi Englertowi i zagrał w "Iwanowie" Antoniego Czechowa (reż. Jan Englert). Łapicki grał w spektaklu postać Matwieja Sjemionowicza Szabelskiego.

Wykonałem numer, który może posłużyć jako przykład przyszłym pokoleniom. Jeżeli nie jesteś zadowolony z tego, co robisz - przestań występować. Dwanaście lat nie graj, potem wracasz i wtedy każdy powie: nie, on wcale nie był taki kiepski, jak myślałem. To jest moja recepta na sukces - żartował Łapicki w jednym z wywiadów.

Łapicki został uhonorowany za tę rolę nagrodą Feliksa Warszawskiego, jako odtwórca najlepszej drugoplanowej roli męskiej. Dziękuję Jankowi Englertowi, dyrektorowi Teatru Narodowego, który wyjął mnie z szafy, otrzepał z naftaliny, kopnął i wypchnął na scenę - mówił Łapicki podczas uroczystości.

W ostatnim czasie Andrzej Łapicki wystąpił w popularnym serialu telewizyjnym "M jak miłość". Po rozstaniu się z tą produkcją mówił jednak w wywiadach prasowych, że żadnym więcej serialu już grać nie ma zamiaru.

Aktor był dwukrotnie żonaty. Z pierwszą żoną Zofią Chrząszczewską, która zmarła 22 lipca 2005 roku, ma dwoje dzieci - Grzegorza i Zuzannę.

W 2009 roku małżeństwo aktora z młodszą o sześćdziesiąt lat Kamilą Mścichowską stało się jednym z ulubionych tematów kolorowej prasy. Cała Polska zna mój ostatni samobójczy krok, to znaczy pojęcie za żonę młodej dziewczyny. W sędziwym wieku dałem sobie prawo do myślenia o przyszłości" - mówił Łapicki w wywiadzie dla "Polityki". Ludzi przeraża w życiu to, że ono jest niepowtarzalne. Może i jest, ale ja pomyślałem: dobrze, a ja zrobię bombę i sobie je powtórzę. Zobaczymy, co będzie - powiedział artysta.

W ostatnim tygodniu media informowały, że Łapicki trafił do szpitala. Zmarł w sobotę.