Dzień przed swą zagadkową śmiercią Marilyn Monroe podpisała czek na zakup stosunkowo niedrogiego kredensu - podaje włoska gazeta "La Repubblica". Czek, który trafił do do sklepu meblowego Pilgrim, został wystawiony 4 sierpnia 1962 roku, czyli dzień przed tym, jak w domu aktorki znaleziono jej ciało. Gwiazda na kredens wydała 228 dolarów i 80 centów. Teraz mebel ma zostać wystawiony na aukcję w Beverly Hills z ceną wywoławczą w wysokości ośmiu tysięcy dolarów. 

Jednak włoska gazeta uważa, że taki zakup dzień przed śmiercią stawia to tragiczne wydarzenie w zupełnie innym świetle. Autor artykułu powołuje się na znanego psychologa, Davida Bernsteina, według którego ludzie znajdujący się na granicy samobójstwa niekiedy zachowują się wedle pewnego schematu. Jakiego? Wydają pieniądze, często nielogicznie i bez umiaru, co na jakiś czas poprawia ich nastrój. Tymczasem Marilyn Monroe kupiły tylko jeden przedmiot, w dodatku wcale nie ekstrawagancki i niedrogi. Jeśli przeprowadzimy "psychologiczną autopsję", to ten czek jest najbardziej intrygującym znaleziskiem. Sugeruje, że Monroe nie miała zamiaru umierać - twierdzi autor tekstu.

"La Repubblica" zwraca jednak uwagę, że w tragiczną noc swej śmierci Marilyn Monroe czekała na spotkanie z Robertem Kennedym. Polityk jednak nie przyszedł, co mogło wywołać rozpacz i stres u aktorki. Gazeta stawia więc pytanie, na które od lat próbują odpowiedzieć sobie fani bogini kina - czy przedawkowanie barbituranów było nieszczęśliwym wypadkiem, czy desperacką decyzją.