Wszyscy znają panią jako piosenkarkę. Dlaczego zajęła się pani reżyserią?

Maria Sadowska: Zawsze marzyłam, żeby być reżyserem. Pod koniec szkoły podstawowej stałam się kinomanką. Interesowała mnie muzyka, fotografia, malarstwo. To właśnie reżyser jest po trochu literatem, operatorem, muzykiem, malarzem. Dość szybko stwierdziłam, że to jest zawód dla mnie. Jednak tak poukładało się w moim życiu, że muzyka pojawiła się w pierwszej kolejności. Planowałam, że dopóki będę młoda - zajmę się muzyką. U reżysera wiek działa na korzyść. Wtedy ma się więcej do powiedzenia. Jednak i muzyka i reżyseria są dla mnie tak samo ważne.

Pani debiut fabularny "Dzień kobiet" znalazł się w konkursie głównym 37. Gdynia Film Festival. Dużo to dla pani znaczy?

Oczywiście. Sam fakt, że jesteśmy w konkursie jest dla nas wielkim wyróżnieniem. Selekcja była ostra. Nam się udało. To jest wspaniałe.

"Dzień kobiet" opowiada o kobietach pracujących w sieci handlowej, w której dochodzi do łamania praw człowieka. Miała pani wpływ na scenariusz?

Oczywiście. Połowa pracy przy tym tekście jest moja. To są moje decyzje. Współpracowałyśmy z Katarzyną Terechowicz. Cały czas konsultowałyśmy się także z producentami.

Co chciała pani przekazać przez ten film?

Taka sytuacja mogła zdarzyć się wszędzie. Bohaterem równie dobrze mógłby być chłopak. Chciałam pokazać, że jedna osoba może zrobić wiele, tylko nie może się bać. Trzeba znaleźć także sprzymierzeńców do walki ze złem.

Maria Sadowska ukończyła reżyserię w łódzkiej filmówce. Od tego czasu zrealizowała już kilka filmów krótkometrażowych oraz swój debiut fabularny "Dzień kobiet", który w tym roku walczy wraz z 12 innymi filmami o Złote Lwy na festiwalu filmowym w Gdyni. Sadowska jednak najbardziej znana jest jako piosenkarka. Nagrała już bowiem 9 solowych płyt. Ma 36 lat.