Co było katalizatorem, który spowodował rozpoczęcie prac nad Księciem Persji?

Niezwykła i wspaniała rzecz – sztylet, który potrafi cofnąć czas. Zakochaliśmy się w nim. Poza tym już od jakiegoś czasu nie było takiego filmu. To epicka opowieść: pustynia, historia… Czegoś takiego od dawna nie widzieliśmy. Miło odkryć na nowo coś zapomnianego. Tak jak filmy o piratach, które już dawno pogrzebano.

Jakie niepowtarzalne cechy czynią z Jake'a Gyllenhaala bohatera kina akcji?

Jake jest bardzo przystojny – i to świetny aktor. Tego się szuka, szuka się znakomitych aktorów, patrzy na ich dorobek. Wciąż jest młody, a już zrobił kilka ciekawych filmów. Od dawna chciałem z nim pracować. Jake to ktoś, kogo zawsze uważałem za świetnego aktora - a dotąd nie wystąpił w takim filmie. Podobną rzecz zrobiliśmy z Nickiem Cage’em, kiedy obsadziliśmy go w filmie „Twierdza“. Nic Cage był aktorem dramatycznym, wcześniej nie zrobił żadnego filmu przygodowego i w końcu stał się gwiazdą filmów akcji. Pomyśleliśmy, że z Jake’em może być tak samo – i on zaczął na to ciężko pracować. Przez dwa albo trzy miesiące przed zdjęciami trenował fizycznie. Był w fantastycznej formie. Na ekranie wygląda to łatwo i przyjemnie, ale trzeba było na to ciężko zapracować.

Jak doszło do tego, że Gemma Arterton otrzymała rolę Księżniczki Taminy?

Prowadziliśmy poszukiwania na szeroką skalę tutaj, w Stanach i w Europie. Jej zdjęcia próbne były zachwycające. Trafiła w sedno postaci, która jest bardzo silna i bardzo inteligentna. Mike Newell od początku był jej zwolennikiem. A ona nie zawiodła. Jest wspaniała.

A jak to się stało, że Mike Newell został reżyserem filmu?

Spodobał mu się materiał – i jest doskonały reżyserem. Robił wszystko – od filmu „Donnie Brasco“ po film „Harry Potter i Czara Ognia“ – czyli wiadomo, że zna się na reżyserii. A „Cztery Wesela i Pogrzeb“ świadczą o tym, że ma poczucie humoru. Szukaliśmy takiej kombinacji siły, humoru i romansu. I on potrafił to połączyć.


Dlaczego zdecydował się Pan na wykorzystanie brytyjskiego akcentu w tym filmie?

Zawsze mnie to śmieszyło, kiedy słyszałem amerykańskiego aktora, który w filmie z epoki mówi z amerykańskim akcentem „Ale czad.“ Tak się po prostu nie da. Pomyśleliśmy, że brytyjski akcent nam pomoże. Brzmi bardziej międzynarodowo i jakoś tak sympatycznie. Tak samo postąpilismy przy „Piratach z Karaibów“. Proszę zauważyć, że tam wszyscy aktorzy mówią z brytyjskim akcentem. Moim zdaniem to bardziej wiarygodne.

Kto skomponował muzykę do filmu?

Harry Gregson-Williams. Proacowaliśmy wcześniej razem przy „Deja Vu“. To fantastyczny brytyjski kompozytor.

Ile scen kaskaderskich aktorzy wykonali sami?

Jake Gyllenhaal najczęściej nie korzystał z dublera. To znakomity atleta i ciężko trenował przed zdjęciami. Oczywiście nie daliśmy mu kręcić części trudniejszych ujęć. Bardzo chciał to robić sam, ale nie mogliśmy pozwolić, żeby nabawił się kontuzji. Aktor ze złamaną ręką czy nogą to ostatnia rzecz, jaka nam była potrzebna. Większość parkourowych numerów kaskaderskich wykonał Francuz, David Belle. Właściwie to on wymyślił parkour i to on koordynował wiele scen z Jake’em.

Czemu zdecydował się Pan kręcić w Maroku?

Bardzo tam lubią filmowców – i zrobiłem tam już kilka obrazów. Można tam też skorzystać z usług wielu miejscowych fachowców. Król także jest bardzo przyjaźnie nastawiony do przemysłu filmowego. Potrafią tam troszczyć się o ciebie.

Czy coś Pana zaskoczyło podczas zdjęć w Maroku?

Upał. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłem. W lecie jest tam prawie 50 stopni. Współczułem aktorom, którzy nosili ciężkie kostiumy i całej ekipie. Nawet nie wiem, ile butelek wody wypijaliśmy codziennie, żeby się nie odwodnić.


Jaka jest pana ulubiona scena w Księciu Persji?

Jest kilka fantastycznych scen, ale uważam, że początkowe oblężenie jest niewiarygodne. Dramatyczne – a przy tym pięknie wygląda. Wymagało wielu przygotowań, chociażby ze względu na liczbę aktorów. Opanowanie tego było bardzo trudne. Ruch w tej scenie jest świetnie ułożony i wszystko wygląda ekscytująco. O to właśnie chodzi: żeby widz był podekscytowany.

Jakie są najśmieszniejsze sceny w filmie?

W scenariuszu była początkowo scena wyścigu strusi – i Mike Newell zapytał: „Jak ja to mam sfilmować? Zamieńmy strusie na osły.“ Ale jeden z pracujących ze mną producentów wykonawczych powiedział: „Nie. To muszą być strusie. To będzie śmieszne.“ I miał racje. Było to trudne, wymagało wielu przygotowań. Strusie nie są zbyt mądre i nie mają przyjaznego usposobienia. Ale jakoś się udało.

Zrobiliście wyścig prawdziwych strusi?

Tak, to wszystko było prawdziwe. Nie ma tam żadnych efektów specjalnych. To się działo naprawdę. Ścigały się prawdziwe strusie dosiadane przez żywych ludzi. Koordynacja tego wszystkiego trochę nam zajęła. Ale udało się.

Czy dzięki nowej technologii komputerowej produkcja filmowa jest tańsza?

Nic nigdy nie jest tańsze. Wszystko zawsze jest droższe. Ale istotne są ułatwienia, jakie daje na przykład tak zwana pre-wizualizacja – komputerowy redering sekwencji akcji. To bardzo pomaga reżyserowi. Reżyser siada z kamerzystą i artystą, który tworzy storyboard i rozrysowują sceny akcji. Następnie dają to grafikom komputerowym, którzy przenoszą to do komputera – tworzą coś w rodzaju gry wideo. W ten sposób mamy rozplanowane wszytkie sceny. Oglądamy to jak grę wideo – z muzyką, dialogami i tak dalej. To świetna wskazówka co można osiągnąć, jeszcze zanim ruszy kamera. Dzieki temu aktorzy rozumieją, co się będzie działo i czego się od nich oczekuje.

Nad iloma projektami pracuje w tej chwili pańska firma i jak to wygląda od kuchni?

Zwykle robimy równolegle około 40 projektów. Do niektórych nie mamy scenarzystów. Do innych szukamy scenarzystów. Część jest w fazie szkiców. Do niektórych powstaje druga albo trzecia wersja scenariusza. Inne są na ukończeniu. Kiedy scenariusz jest już dobry i dopracowany, próbujemy przejść do realizacji.

Czy ma pan czasem wątpliwości? Zastanawia się pan, czy te wielkie filmowe pomysły wypalą?

Czy się martwię? Tak. Czy zastanawiam się na raz podjętymi decyzjami? Nie. Po prostu próbuję wymyślić ciekawy pomysł na film i przenieść go na ekran, mieć dobry scenariusz, który przyciągnie dobrego reżysera i dobrych aktorów. Na tym to polega? Niektóre filmy żyją własnym życiem i po prostu się je kręci. Tak jak „Księcia Persji“. Mieliśmy naprawdę szczęście, gromadząc tak świetną obsadę: Jake Gyllenhaal, Gemma Arterton, Alfred Molina i Sir Ben Kingsley.


Ma Pan jakiś tajny patent na sukces?

Gdybym miał, moje życie byłoby o wiele prostsze. Nie ma takiego przepisu. Film ma dostarczać rozrywki. Ma opowiadać dobrą historię. Jesli umiesz dobrze opowiadać i masz ciekawą historię, ciekawe postaci i ciekawe wątki, to masz szansę. Trzeba jeszcze wziąć dobrego reżysera, dobrego scenarzystę i wspaniałych aktorów. To długi proces. Nie ma takiego patentu.

* JERRY BRUCKHEIMER odniósł sukces na wielkim i mały ekranie. Liczby dotyczące zysków i otrzymanych nagród są często cytowane. Filmy Bruckheimera na całym świecie przyniosły ponad 15 miliardów dolarów z biletów kinowych, dystrybucji wideo i sprzedaży płyt. W sezonie 2005/2006 Bruckheimer był producentem 10 seriali, które pobiły telewizyjne rekordy – osiągnięcie bez precedensu w prawie 60-letniej historii telewizji. Jego filmy (z których 16 przekroczyło barierę 100 milionów dolarów dochodu z dystrybucji kinowej w USA) i programy telewizyjne otrzymały 41 nominacji do Nagrody Akademii, sześć Oskarów, osiem nominacji do Nagrody Grammy, pięć Nagród Grammy, 23 nominacje do Nagrody Złotego Globu, cztery Złote Globy, 88 nominacji do Nagrody Emmy, 18 Nagród Emmy, 23 nominacje do Nagrody People’s Choice Award, 15 Nagród People’s Choice Award, 12 nominacji do Nagrody BAFTA, dwie Nagrody BAFTA, liczne nominacje do Nagród MTV Awards (w tym za Najlepszy Film Dekady dla „Gliniarza z Beverly Hills) i 20 Nagród Teen Choice Awards.

Duet Don Simpson – Jerry Bruckheimer produkował same hity, w tym „Top Gun“, „Gliniarz z Beverly Hills“, „Młodzi Gniewni“ i „Karmazynowy przypływ“. Sam Bruckheimer był producentem filmów „Con Air – Lot skazańców“, „Armageddon“, „Tytani“, „Pearl Harbor“, „Helikopter w ogniu“, trylogii „Piraci z Karaibów“ (produkcja części czwartej rozpocznie się w tym roku), franczyzy „Skarb Narodów“ i filmu „Uczeń czarnoksiężnika“, który miał premierę w tym roku. Występują w nim Nicolas Cage, Jay Baruchel, Alfred Molina, Teresa Palmer i Monica Bellucci, a reżyserem był Jon Turteltaub. Bruckheimer jest producentem filmu “Książę Persji: Piaski czasu”.