Tym chętniej rzuciła się w wir przygotowań do roli najgorszej śpiewaczki świata. – Sądziłam, że to będzie bułka z masłem, ale okazało się to ogromnym wyzwaniem – wyznała Meryl Streep  w jednym z wywiadów. Co wyszło z tej niesłychanej nauki, widzowie będą mogli przekonać się już 19 sierpnia w "Boskiej Florence". Zdaniem krytyków słynna aktorka za rolę w filmie Stephena Frearsa ma duże szanse na 20. nominację do Oscara.

"Boska Florence" to inspirowana prawdziwą historią opowieść o kobiecie, która mimo braku talentu podbiła sceny operowe świata budząc śmiech zamiast zachwytów. Florence Foster Jenkins kochała muzykę ponad życie. Niestety bez wzajemności. Natura obdarzyła ją słuchem i głosem, które nawet głuchego doprowadziłyby do rozpaczy. Florence jednak pragnęła śpiewem podbić świat i w pewnym sensie jej się to udało. Jako dziedziczka sporej fortuny i narzeczona St Clair Bayfielda (w tej roli Hugh Grant) – brytyjskiego aktora arystokraty posiadała atuty, przy których jej brak talentu wydawał się nieistotną przeszkodą. Dzięki heroicznym staraniom ukochanego udawało się jej występować na Broadwayu i nagrywać płyty, a przede wszystkim wciąż wierzyć w swój dar. Jednak gdy zapragnęła ukoronować swój tryumf koncertem w słynnym Carnagie Hall nawet Bayfield wpadł w panikę. Ale czegóż nie robi się dla ukochanej (nawet gdy noce spędza się z kochanką).