Dziennik.plPremiery

Czwartek, 24 maja 2012

Imieniny: Joanny, Marii, Zuzanny

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 24°C

Ludzie, którzy nie umieli sfilmować "Millennium"

2011-05-02 | Ostatnia aktualizacja: 22:06 | Komentarze: 4 | skomentuj
"Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"

"Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" / Materiały prasowe

Szwedzi zmarnowali potencjał trylogii Stiega Larssona. Teraz czekamy na wersję Davida Finchera.

Pogoda

POLSKA

Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Pierwszy tom trylogii "Millennium" Stiega Larssona uważałem za mało filmowy – ostatecznie szwedzki pisarz odwołał się w nim do schematów literatury kryminalnej w duchu Agathy Christie, a taki zabieg trudno uznać za dobre paliwo dla współczesnego kina sensacyjnego. Okazało się – nie byłem zdziwiony – że racja stała po mojej stronie. Ekranizacja "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" w reżyserii Larsa Ardena Opleva miała tempo wozu wypełnionego kapustą. Książka Larssona – choć dość statyczna – była pasjonująca i wielowymiarowa. Twórcy szwedzkiej ekranizacji zdecydowali się wykroić z niej tylko wątek wyspiarskiego śledztwa w sprawie rodziny Vangerów, co ją zbanalizowało. Dobre decyzje obsadowe (zwłaszcza świetna Noomi Rapace w roli Lisbeth Salander) nie uratowały tego słabego filmu.

Wydawało mi się, że drugi tom trylogii, "Dziewczyna, która igrała z ogniem", nadaje się na kinową adaptację dużo lepiej – Larsson skorzystał tu z narzędzi klasycznego thrillera i wyeksponował postać Lisbeth, najbardziej nowatorską figurę kobiecą we współczesnej prozie kryminalnej. Tym razem, przyznaję, nie miałem racji. Środkowa część filmowego cyklu jest ze wszystkich trzech najsłabsza. Niekoniecznie wynika to ze zmiany reżysera ("Dziewczynę..." zrealizował Daniel Alfredson, który firmuje także część trzecią, dużo lepszą), ale, paradoksalnie, z radykalnej zmiany podejścia do materiału książkowego. O ile "Mężczyznom..." zaszkodziła zbytnia wybiórczość, o tyle "Dziewczynie..." szkodzi nadmiar. Za dużo postaci, za dużo wątków, ale za mało czasu. Wiele spraw zostało tu potraktowanych pretekstowo, w sposób niezrozumiały dla widzów, którzy nie czytali tekstu pierwotnego. Owszem, Noomi Rapace nadal jest znakomita, a Michael Nyqvist wciąż wygląda i zachowuje się tak, jak powinien wyglądać i zachowywać się Mikael Blomkvist – wrażliwy i nieustępliwy dziennikarz śledczy. Ale rzecz nie jest, delikatnie mówiąc, satysfakcjonująca, zwłaszcza gdy scenarzysta próbuje swojej kreatywności w zastępstwie nieżyjącego autora. Może tak to już jest, że rasowe thrillery potrafią robić tylko Amerykanie albo ludzie, którzy skubnęli amerykańskiego warsztatu filmowego?

Piotr Kofta
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
12następna »
Wypowiedzi: 4
  • ~Fan2011-05-24 01:37

    Nie zgadzam się z autorem. Szwedzi kręcą dobre kryminały, trzymające w napięciu od początku do końca, mające to czego nie mają filmy amerykańskie, przede wszystkim oryginalnośc i świeżośc. Są ostre i nieprzejaskrawione. Nie da się w filmie, który ma by dziełem oglądalnym przez widza w jednej części, zawrzec całości książki Stiega, musiałby byc kilkugodzinny. Uważam, zę filmowa trylogia jest świetna.

  • ~hihi2011-05-04 18:07

    Ja także nie zgodzę się w artykułem. Uważam, że adaptacja szwedzka jest bardzo dobra a tu cytat:
    "Może tak to już jest, że rasowe thrillery potrafią robić tylko Amerykanie albo ludzie, którzy skubnęli amerykańskiego warsztatu filmowego?"

    Świadczy o nie najlepszym wykształceniu filmowym autora tekstu.
    OLDBOY - Park Chan-wook
    Mistrz psychologicznego thrillera Alfred Hitchcock to Brytyjczyk i "szlifów" nie nabierał w Hollywood.
    A polskie "Strefa ciszy", "Dług"?
    Francuski "Rapt" Lucasa Belvaux.
    A oryginalny "Sierociniec" - thriller- horror hiszpański z 2007 roku.

    Podejrzewam, że znacie ich znacznie więcej. Tych bez amerykańskich rodowodów a wręcz przez Amerykanów "ponownie" nakręconych.

  • ~Kungolf2011-05-04 15:50

    Ja też uważam tę recenzję za niesprawiedliwą. Poza tym, oprócz trzech filmów, powiedzmy "kinowych", jest jeszcze miniserial - sześć pełnometrażowych części, które jako całość znacznie lepiej pokazują wielowątkowy charakter książek. Zgadzam się z "Ewą", że bezkompromisowa krytyka hipokryzji społeczeństwa i jednostki to chyba największa zaleta "Millenium", ale satysfakcja z dobrego kryminału i dawkowane napięcie też są ważne, a z tym, wbrew zdaniu pana Kofty, nie ma problemu.

  • ~Ewa2011-05-02 21:24

    Zupełnie się nie zgadzam. Szwedzka trylogia jest znakomita, zwłaszcza jej pierwsza część. Ani druga ani trzecia część nie zaliczają się do thrillerów i zbytnie "thrilleryzowanie" powieści Larssona może zabrać z filmów to co u Larssona najlepsze: obaz postaci i krytykę społeczną.

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najnowsze wideo

    Najczęściej komentowane

    «