Rozbraja już uwertura, w której grana przez Juliette Binoche wielka gwiazda kina pojawia się na gali honorowej nagrody wręczanej jej niegdysiejszemu odkrywcy i mentorowi, który niestety umiera wkrótce przed ceremonią. Film Oliviera Assayasa nie jest jednak na pewno moralitetem o mierzeniu się z czyimkolwiek odejściem. To w większym stopniu pocztówkowe kino o zadęciu filozoficzno-efekciarskim.

Maria Enders w tychże pięknych okolicznościach zostaje bowiem nieco dłużej, żeby przygotować się do nowej roli teatralnej, korespondującej z jej filmowym debiutem. Binoche gra kokieteryjnie, ewidentnie brakuje jej wsparcia w dobrym reżyserze. W tej sytuacji show kradnie Kristen Stewart jako asystentka, a z czasem także mroczny przedmiot pożądania. Stewart jest naturalna, niczego nie gra i dlatego wygrywa starcie na szczycie.

"Sils Maria" to dla mnie jeden z najbardziej irytujących zjawisk w kinie współczesnym. Udawany art-house, sztuczny miód.

Sils Maria | reżyseria: Olivier Assayas | dystrybucja: Gutek Film