Bo to czy tamto już nie bawi jak kiedyś, bo na jedno kopyto. A kiedy Tim Burton kręci inaczej niż zwykle, wtedy zaczyna się narzekanie, że za prosto, że nie jest tak, jak było dawniej. Słowem, zdaje się, że XXI wiek tego piewcę nadnaturalności zwyczajnie przeklął. Ale stosunkowo kameralne, zrealizowane z twórczą swobodą "Wielkie oczy" ucierają nosa niedowiarkom, że Amerykanin jeszcze potrafi.

Prawdziwa historia małżeństwa Keane jest tak niewiarygodna, że aż zdaje się fantastyczna, zaś miłość Burtona do sztuki tworzonej przez jego bohaterkę urzeka szczerością i prostolinijnością. Mąż oszust podszywał się pod utalentowanego malarza latami, sprzedając obrazy ubezwłasnowolnionej Margaret jako swoje. Burton nie tyle przepisuje fakty, ile patrzy na nie ze swojej ekscentrycznej perspektywy, jak artysta na artystę, w pani Keane widząc kobietę dławioną przez męski świat. I przez cały ten czas pozostaje sobą, podpisując film swoją niezwykłą wrażliwością na obraz.

Wielkie oczy | reżyseria: Tim Burton | dystrybucja: Monolith