Zmuszone do spędzenia tygodnia pod wspólnym dachem rodzeństwo kamera przyłapuje na najróżniejszych unikach: graniu, kłamaniu, piciu, ćpaniu. Bohaterowie miotają się pomiędzy chęcią dotarcia do siebie, a próbą zupełnego zerwania łączących ich więzów. Jednak wypływające z tego rozdarcia emocje nie chwytają widza za gardło.

Problemem wydaje się to, że reżyser Shawn Levy korzysta z półśrodków. Chociaż ma zdolnych aktorów, nie oferuje im postaci na miarę talentu; chociaż ma słodko-gorzki scenariusz, nie zachowuje właściwych proporcji. Chociaż rzuca swoim bohaterom wyzwania, a ich ustami krytykuje instytucję rodziny, nigdy nie przekracza granic.

To film niepozbawiony refleksji, ale bez pazura. Natomiast końcówka wydaje się już czystą kapitulacją. Płynące zeń pocieszenie próbuje umacniać widza w naiwnej wierze w lepsze jutro. Niepotrzebnie.

Powiedzmy sobie wszystko | reżyseria: Shawn Levy | dystrybucja: Galapagos