Bodaj najdoskonalsza technicznie animacja Pixara pozwala sądzić, iż nadchodzące lata przyniosą jeszcze niejeden przełom. Lata pracy i trud włożony w "Meridę waleczną" procentują – film już zarobił krocie, a do tego zebrał niezłe recenzje w prasie. 

Produkcja w reżyserii Marka Andrewsa i Brendy Chapman miała zadziałać niczym swoisty papierek lakmusowy. Pixar testuje grunt, ponieważ, prócz rezygnacji ze starego systemu animacji, z którego firma korzystała przez ostatnie ćwierć wieku, i przerzucenia się na bardziej zaawansowany sprzęt, sięgnięto po pierwszoplanową bohaterkę żeńską, a fabułę oparto w sporej mierze na szkockim folklorze. Zapożyczeń z tamtejszej historii, legend i mitów w "Meridzie walecznej" jest wiele, choć zostają one, rzecz jasna, przepuszczone przez sito scenarzystów, bardziej zaaferowanych samą konstrukcją fabularną baśni.

Pierwotnym założeniem Pixara była realizacja dzieła pozostającego w zgodzie z tradycją mrocznych opowieści dla nieco starszych odbiorców, kojarzoną z braćmi Grimm i Hansem Christianem Andersenem, lecz wybrano rozwiązanie nieco bezpieczniejsze i nie oddalono się od charakterystycznych dla studia rozwiązań fabularnych. "Merida waleczna" to niemalże klasyczna opowieść o dojrzewaniu i dorastaniu do odpowiedzialności, zbudowana według opracowanego przez Josepha Campbella schematu podróży bohatera, choć sama postać głównej bohaterki wyłamuje się z archetypicznego dla wysokobudżetowego kina animowanego wzorca.

Dziewczyna nie chce dopasować się do określonego porządku, ale zmienić go za wszelką cenę, wywrócić do góry nogami. Buntuje się przeciwko matce, nie chce słyszeć o ślubie i odrzucą rolę wyznaczoną jej odgórnie przez społeczeństwo, czym sprowadza na swoją rodzinę klątwę. Przekleństwo może okazać się jednak błogosławieństwem, ponieważ sprowokuje i Meridę, i królową Elinor do rozważań na temat tego, co je łączy, i pomoże we wzajemnym zrozumieniu.

Do rewolucji jednak jeszcze trochę zabrakło, do rewelacji także, lecz i tak "Merida waleczna" może śmiało stawać w szranki z poprzednimi przebojami Pixara. Scenariusz jest, co prawda, momentami nierówny, ale rekompensata w postaci dopracowanej w każdym szczególne warstwy wizualnej jest satysfakcjonująca, to prawdziwa uczta dla oczu.

MERIDA WALECZNA | reżyseria: Mark Andrews, Brenda Chapman | dystrybucja: CD Project